Wpisy z okresu: 11.2007

    Obłość

    3 komentarzy

    Lokator, wczoraj. Szwajcar, Niemiec, Igor-recytator i dwie diwy polskiej poezji.

    diwy.jpg Te wiersze Dehnela i Różyckiego, my na nie mówimy, że to są wiersze obłe.

    Mnie tam na tych filmikach ze slamu nie ma, ale nie szkodzi. Pewnie wystąpię znów w nowohuckiej Łaźni Nowej 30 listopada. Narobiło się tych slamów w Krakowie, a ja mam jakoś kiepską wenę ostatnio. I właściwie to rozmyślam o czymś innym. W rocznicę opublikowania obciachowego „Kononowicz Song” chciałbym sparodiować innego polityka. Tym razem naszego krakowskiego, do którego jestem nawet fizycznie podobny. Jako obramowanie muzyczne ma posłużyć scena z młodzieńczej opery Rachmaninowa. Poniżej jej stare nagranie z enerdowskiej telewizji, w którym o dziwo… wystąpiła sama niewdzięczna małżonka niedoszłego premiera:

    O ile jednak pastisz „Konona” wymyśliłem i nagrałem w ciągu niespełna doby, tutaj praca wlecze się i wlecze. To trudna, pogmatwana sprawa. Pewną inspiracją jest fakt, że w zbliżonej sytuacji jak Jan Maria znalazł się były szef pewnego krakowskiego wydawnictwa. Obaj zresztą spotkali się nie tak dawno, na dyskusji wokół wydanej tamże książki Alaina Badiou o Św. Pawle.

    Moja wersja arii ma zaczynać się od słów: Trzasnęły drzwi / odjechał pociąg w dal ze stacji Złota Wieża / me serce grzeszne jak Bereza / prawica gromi własny cień / nie drwijcie zeń! Za wszelkie słowa dopingu i podpowiedzi pomysłów z ukłonem dziękuję.

    Vintage slam

    2 komentarzy

    Oto relacja z krakowskiego Slamu, jaki 16. listopada 2007 (sorry, na filmach błędnie wyskakuje 4.11.) odbył się w nowym, nieco szemranym miejscu – Starej Piekarni na Grzegórzkach (ale blisko :) Zaznaczam, że nie mam kronikarsko-społecznikowskiego zacięcia jak Gil Gilling i wybór filmów, osób jest czysto subiektywny.

    Na początek, ten którego nigdy nie może zabraknąć, słodkie dziecko budzące nawet u największych twardzieli dreszcz ciepłych uczuć, niczym zagłodzony przez kostarykańskiego artystę pies w galerii.

    Jak państwo widzą, atmosfera jest prawdziwie wyntedż, to z pewnością pierwszy slam Polsce na którym nie zastosowano mikrofonów, tego szatańskiego i jakże niehigienicznego wynalazku. Tak, nasz krakowski slam bazuje na słusznych korzeniach, tradycji Majakowskiego a nie jakiegoś imperialisty Smitha. Proszę posłuchać, jak licznie przybyła Warszawka tego nie rozumie i klnie. A potem Kamila Janiak.

    Jedyny który próbował bronić honoru lepszego towarzystwa ze Stolycy, przyjechał ładnie ubrany i nie przeklinał, a nawet rymował – Andrzej Leśniewski. Ciekawe, czy tak jak nasz ekspremier, również wychował się na Żoliborzu.

    Zmieniamy perspektywę oglądu. Jakiś nie wiadomo skąd przybłęda Błażej:

    I wiadomo skąd (Oberschlesien) Dawid Koteja:

    Na koniec warszawska godzilla slamu – Kuba Przybyłowski vel Jan Serce junior. Specjalnie na ten przyjazd przygotował arię poświęconą mojej skromnej osobie. Niestety nie przeszedł do finałów, dlatego odśpiewał ją dla mnie w sali bilardowej. Kto wytrzyma do końca filmu temu chwała.

    Moja rozmowa z Pułką.

    K. Pojutrze slam. Muszę coś napisać.
    P. O, to ja też muszę coś napisać na slam.
    K. Przecież ty masz w chuj tych wierszy napisanych.
    P. Tak, ale to są inteligentne.

    Wio!

    Brak komentarzy

    No to jedziemy…

    droga2.jpgdroga1.jpg

    Tylko w jaki deseń?

    Beskid Niski, nowa transgraniczna droga Ożanna – Niżna polanka, nie dokończona po słowackiej stronie bo europejskich funduszy zabrakło.

    Tak to prawda – skasowałem bloga jakiś czas temu po trzech miesiącach zabawy. Myślałem że to zostanie niezauważone – wszak są tysiące blogów w sieci. Po czym… otrzymałem wiele maili, komentarzy (że to niepoważne) i osobistych wyrazów smutku, że blog był fajny, że był czytany… ech, no dobra. W takim razie pojedziemy dalej. Ale nie w takim tempie. Poszukam jakiejś spokojniejszej, eterycznej formuły.


    • RSS