Tak to prawda – skasowałem bloga jakiś czas temu po trzech miesiącach zabawy. Myślałem że to zostanie niezauważone – wszak są tysiące blogów w sieci. Po czym… otrzymałem wiele maili, komentarzy (że to niepoważne) i osobistych wyrazów smutku, że blog był fajny, że był czytany… ech, no dobra. W takim razie pojedziemy dalej. Ale nie w takim tempie. Poszukam jakiejś spokojniejszej, eterycznej formuły.