Oto relacja z krakowskiego Slamu, jaki 16. listopada 2007 (sorry, na filmach błędnie wyskakuje 4.11.) odbył się w nowym, nieco szemranym miejscu – Starej Piekarni na Grzegórzkach (ale blisko :) Zaznaczam, że nie mam kronikarsko-społecznikowskiego zacięcia jak Gil Gilling i wybór filmów, osób jest czysto subiektywny.

Na początek, ten którego nigdy nie może zabraknąć, słodkie dziecko budzące nawet u największych twardzieli dreszcz ciepłych uczuć, niczym zagłodzony przez kostarykańskiego artystę pies w galerii.

Jak państwo widzą, atmosfera jest prawdziwie wyntedż, to z pewnością pierwszy slam Polsce na którym nie zastosowano mikrofonów, tego szatańskiego i jakże niehigienicznego wynalazku. Tak, nasz krakowski slam bazuje na słusznych korzeniach, tradycji Majakowskiego a nie jakiegoś imperialisty Smitha. Proszę posłuchać, jak licznie przybyła Warszawka tego nie rozumie i klnie. A potem Kamila Janiak.

Jedyny który próbował bronić honoru lepszego towarzystwa ze Stolycy, przyjechał ładnie ubrany i nie przeklinał, a nawet rymował – Andrzej Leśniewski. Ciekawe, czy tak jak nasz ekspremier, również wychował się na Żoliborzu.

Zmieniamy perspektywę oglądu. Jakiś nie wiadomo skąd przybłęda Błażej:

I wiadomo skąd (Oberschlesien) Dawid Koteja:

Na koniec warszawska godzilla slamu – Kuba Przybyłowski vel Jan Serce junior. Specjalnie na ten przyjazd przygotował arię poświęconą mojej skromnej osobie. Niestety nie przeszedł do finałów, dlatego odśpiewał ją dla mnie w sali bilardowej. Kto wytrzyma do końca filmu temu chwała.