Mnie tam na tych filmikach ze slamu nie ma, ale nie szkodzi. Pewnie wystąpię znów w nowohuckiej Łaźni Nowej 30 listopada. Narobiło się tych slamów w Krakowie, a ja mam jakoś kiepską wenę ostatnio. I właściwie to rozmyślam o czymś innym. W rocznicę opublikowania obciachowego „Kononowicz Song” chciałbym sparodiować innego polityka. Tym razem naszego krakowskiego, do którego jestem nawet fizycznie podobny. Jako obramowanie muzyczne ma posłużyć scena z młodzieńczej opery Rachmaninowa. Poniżej jej stare nagranie z enerdowskiej telewizji, w którym o dziwo… wystąpiła sama niewdzięczna małżonka niedoszłego premiera:

O ile jednak pastisz „Konona” wymyśliłem i nagrałem w ciągu niespełna doby, tutaj praca wlecze się i wlecze. To trudna, pogmatwana sprawa. Pewną inspiracją jest fakt, że w zbliżonej sytuacji jak Jan Maria znalazł się były szef pewnego krakowskiego wydawnictwa. Obaj zresztą spotkali się nie tak dawno, na dyskusji wokół wydanej tamże książki Alaina Badiou o Św. Pawle.

Moja wersja arii ma zaczynać się od słów: Trzasnęły drzwi / odjechał pociąg w dal ze stacji Złota Wieża / me serce grzeszne jak Bereza / prawica gromi własny cień / nie drwijcie zeń! Za wszelkie słowa dopingu i podpowiedzi pomysłów z ukłonem dziękuję.