Jak już zapewne zauwyżyliście, mój nowy teledysk
jest w sieci od kilku dni, a dziś stuknęło mu pierwsze 1000 odsłon. To niemało, ale cóż, hitem YouTube to on raczej nie będzie, z Czesiem z „Włatcuf” nie wygram. Ludziska nie doceniają ( autoironia on ) wyrafinowanej sztuki wysokiej ( autoironia off ). Albo po prostu Jaś i Nelly nie są tak medialni jak ongiś mój ziomal z podbiałostockich Starosielc. Fajnie, że jak już napisałem tekst, to zrobienie całego filmiku zajęło mi nie więcej niż jeden dzień. Nagranie dźwięku rano (odpowiednio skacowanym głosem, do rozsypującego się fortepianu ;) potem scenki uliczne i mieszkaniowe, wieczorem szybki montaż i wrzucenie do sieci. Dobrze wyszło synchro ze ścieżką dźwiękową. Opłaciła się inwestycja w 500-watowy halogen (Castorama, 49 PLN). Chyba czas opanować coś bardziej zaawansowanego od movie makera i nauczyć się animacji – jaki mi kiedyś radził Lipszyc, ale dlaczego (jego zdaniem) i po co, tego już zdradzać nie będę.