Wpisy z okresu: 2.2008

    - wyglądasz jak Niemen
    - dlaczego jak nie man?

    W sumie powinienem być zadowolony – slam się udał, salka w podziemiu „Psa” plus prowadzące do niej schody były nabite ludźmi. Zająłem (grrrr który to już raz…) zaszczytne drugie miejsce. Tym razem  niejako na własne życzenie, po dwóch świeżutkich rymowankach nie miałem nowego tekstu na finał i uległem Dawidowi Kotei. Wcześniej jednak pokonałem dość silną ekipę (Kapela, Przybyłowski, Leśniewski i paru innych) więc jestem nadal groźnym zawodnikiem :)

    Ale jest parę rys na tym obrazku. Na widowni nie było chyba nikogo starszego niż dwadzieścia parę lat, w większości studenci pierwszych lat polonistyki czy innej humany. Zastanawiam się, czy przypadkiem jakiś wykładowca nie zalecił swoim podopiecznym przyjścia na slam w ramach zaliczenia ćwiczeń z kultury alternatywnej. Mój finałowy przeciwnik – też student polonistyki, wykorzystał to, wyczuł swój target group sadząc jakieś strasznie branżowe skecze, dla postronnych kompletnie niezrozumiałe, od których publika pokładała się ze śmiechu. Nie dziwne, że potem pojawiają się docinki o starszym wujku dosiadającym się do młodzieży. Podczas śp. jaszczurowych konkursów jednego wiersza (zobacz stary filmik tutaj) czy też pierwszych slamów w Alchemii mieliśmy – zarówno na scenie i widowni – większy przekrój społeczeństwa. Gdzie ci ludzie się podziali?

    No i tylko ośmiu zawodników w tym kilku przyjezdnych… rachityczna ta nasza krakowska scenka, że nie da się zrobić dobrej imprezy bez importu z Katowic, Bielska czy – niestety – Warszawy. Ja naprawdę podziwiam tych podróżujących slamerów. Wyjazd na swój wieczór autorski czy koncert to rozumiem, ale jako slamer – nikt nie daje gwarancji, że się można będzie zaprodukować dłużej niż przez pierwsze trzy minuty.

    Na plus należy zaliczyć sprawną organizację, choć Kamil mógłby się sporo nauczyć od Boogiego, jak rozgrzewać publikę. Podziwiam decyzję o aż ośmiu członkach jury w eliminacjach – zliczanie tylu cyferek to prawdziwe wyzwanie dla humanistów.

    A teraz relacja filmowa jak zawsze – wybiórcza i subiektywna. Na początek gombrowiczowskie „Ja” czyli moje dwa wierszowane felietony

    Odezwa Macieja Giertycha:

    I rzecz o „Katyniu” Wajdy, czyli przykład poezji zaangażowanej o wyjątkowo krótkim okresie używalności. Tekst i komentarze tutaj.


    Poźniejszy  zwyciezca – Dawid Koteja – tu spokojniejsze teksty z pierwszej rundy:

    Zmęczony Jaś Kapela w wersji emo:

    I na koniec najdłuższy reportaż – z sympatii, że dał mi się ograć w półfinale (ale nie tylko..:) po kolei wszystkie występy Kuby Przybyłowskiego:

    Żeby było jasne – dziś o 20. spotykamy się w Psie (jak ktoś nie wie – chodzi o klub „Piękny Pies”
    ul. Sławkowska 6a/1 – w oficynie, od ulicy jest szyld Carpe Diem). Oby regularny krakowski slam, organizowany przez stowaryszenie mina po latach nieistnienia a potem tułaczki po różnych przypadkowych miejscach znalazł wreszcie spokojną przystań w odpowiednio prestiżowym jak na Kraków miejscu (klub z tradycją, piwnica…)

    Oczywiście wystąpię, nakręce filmiki itp. – relacja najpóźniej w poniedziałek.

    Tym razem – bez dodatkowych komentarzy, wszystko jest w filmie.
    oryginalny plik do ściągnięcia stąd…>

    A w nadchodzącą niedzielę – slam w „Psie”. Pewnie też coś nakręcę. Oby Piękny Pies stał się wreszcie przytulną przystanią dla krakowskiego slamu.

    Miało już nie być o Tomaszu Pułce, który jest w moim kinematograficznym dorobku wyraźnie nadreprezentowany. Tak się jednak zdarzyło, że 11. odcinek kontrkulturowego i coraz bardziej kultowego magazynu wywołał spore reperkusje. Niech was nie zmyli brak komentarzy pod poprzedną notką (wpisać się na blogu Kaczki to zapewne gorsze niż podpisać Volkslistę). Burzliwą dyskusję można sobie prezczytać tu u zwłaszcza tu. Pułka stał się celebrytem nowego, ambitnego portalu literackiego niedoczytania. Filmik jest też komentowany na różnych blogach np. pewnej znanej malarki.

    Wypowiedź Pułki nie jest (jak niektórzy złośliwie zarzucają) ani pocięta ani zmanipulowana. Pod koniec wieczoru autorskiego padło pytanie o Szymborską, całkiem spontanicznie i przypadkowo, w kontekście poezji miłosnej i krakowskiego wieczoru walentynkowego. Ale oczywiście młody poeta nie przyjechał do Prudnika po to aby deprecjonować dorobek Noblistki. Dlatego postanowiłem zmontować obszerniejszy materiał z tego wieczoru. Kolejny mRRRukot jest najdłuższy z dotychczasowych, trwa 20 minut, dlatego podzieliłem go na dwa kawałki. Kto dotrwa do końca, zobaczy śmieszną scenę przestawiania białowieskiej drezyny oraz pozna opinię Pułki o portalu „Nieszuflada”.

    Wielu z was przeraziła zapowiadana kilka notek temu ponura wizja zamknięcia niezależnego, subiektywnego magazynu kontrkulturowego „mRRRukot”. Żartowałem oczywiście, podobnie jak Paweł Dunin-Wąsowicz zażartował kiedyś, że usunie z Lampy dział „recenzje”.
    Oto jedenasty odcinek, w którym znany wszystkim młody, poeta snuje wizje i mówi mądre słowa:

     

    Już wkrótce odcinek dwunasty, w którym przedstawię obszerny, pełen niepokojących przerzutni materiał o poetach z miasta Prudnik.

    Po Jadczaku i Mareckim, kolejny piękny i młody (bo innych przymiotów dopatrzyć się trudno) dziennikarz krakowskiego dodatku Wyborczej usiłuje uporać się ze zjawiskiem Kaczki. Wszystkich moich fanów i fanki proszę o płomienne wpisy protestacyjne na forum pod artykułem. Czytając po raz kolejny takie złośliwostki w zasadzie nie mam już wątpliwości o co chodzi. Ludzie, których Ziemkiewicz określił mianem „Polactwo” nie dopuszczają myśli, że można jednocześnie zajmować się biznesem i twórczością artystyczną. A jeśli już, to to drugie zasługuje jedynie na skwitowanie po całości mianem „badziew”.  

    Dość naśmiewania się z Czechów. Czas na Rosję! Wobec ogromnej popularności „Józka z Bagien” zastanawiam się, kiedy internetowa publiczność odkryje stary repertuar rosyjski i pozna czar wylewnej, słowiańskiej duszy. Mam pierwszą ryzykowną propozycję: piosenka „Mużskoj rozgowor” czyli „Męska rozmowa” Marka Bernesa. Oryginalny, archaiczny „teledysk” z dorobionym polskim tekstem zamieściłem tutaj. Wczoraj natomiast nagrałem domowy cover, nazwany „songiem zgorzkniałych singli”, bo przecież słowa tej piosenki ilustrują jak mało które los tysięcy starzejących się w samotności polskich mężczyzn.



    Nagrywane „na żywca” w ciasnej kuchni. Możecie wreszcie zobaczyć w całej okazałości Emila Wilczka, czyli pianistę-geja z którym nagrałem m.in. Qantatę, Ostatnią niedzielę czy też Tańczące Eurydyki, w którym to kawałku Emil dodatkowo popisał się swoim androgynicznym wokalem i wyrecytował wiersz Tomaszka Pułki.


    • RSS