W sumie powinienem być zadowolony – slam się udał, salka w podziemiu „Psa” plus prowadzące do niej schody były nabite ludźmi. Zająłem (grrrr który to już raz…) zaszczytne drugie miejsce. Tym razem  niejako na własne życzenie, po dwóch świeżutkich rymowankach nie miałem nowego tekstu na finał i uległem Dawidowi Kotei. Wcześniej jednak pokonałem dość silną ekipę (Kapela, Przybyłowski, Leśniewski i paru innych) więc jestem nadal groźnym zawodnikiem :)

Ale jest parę rys na tym obrazku. Na widowni nie było chyba nikogo starszego niż dwadzieścia parę lat, w większości studenci pierwszych lat polonistyki czy innej humany. Zastanawiam się, czy przypadkiem jakiś wykładowca nie zalecił swoim podopiecznym przyjścia na slam w ramach zaliczenia ćwiczeń z kultury alternatywnej. Mój finałowy przeciwnik – też student polonistyki, wykorzystał to, wyczuł swój target group sadząc jakieś strasznie branżowe skecze, dla postronnych kompletnie niezrozumiałe, od których publika pokładała się ze śmiechu. Nie dziwne, że potem pojawiają się docinki o starszym wujku dosiadającym się do młodzieży. Podczas śp. jaszczurowych konkursów jednego wiersza (zobacz stary filmik tutaj) czy też pierwszych slamów w Alchemii mieliśmy – zarówno na scenie i widowni – większy przekrój społeczeństwa. Gdzie ci ludzie się podziali?

No i tylko ośmiu zawodników w tym kilku przyjezdnych… rachityczna ta nasza krakowska scenka, że nie da się zrobić dobrej imprezy bez importu z Katowic, Bielska czy – niestety – Warszawy. Ja naprawdę podziwiam tych podróżujących slamerów. Wyjazd na swój wieczór autorski czy koncert to rozumiem, ale jako slamer – nikt nie daje gwarancji, że się można będzie zaprodukować dłużej niż przez pierwsze trzy minuty.

Na plus należy zaliczyć sprawną organizację, choć Kamil mógłby się sporo nauczyć od Boogiego, jak rozgrzewać publikę. Podziwiam decyzję o aż ośmiu członkach jury w eliminacjach – zliczanie tylu cyferek to prawdziwe wyzwanie dla humanistów.

A teraz relacja filmowa jak zawsze – wybiórcza i subiektywna. Na początek gombrowiczowskie „Ja” czyli moje dwa wierszowane felietony

Odezwa Macieja Giertycha:

I rzecz o „Katyniu” Wajdy, czyli przykład poezji zaangażowanej o wyjątkowo krótkim okresie używalności. Tekst i komentarze tutaj.


Poźniejszy  zwyciezca – Dawid Koteja – tu spokojniejsze teksty z pierwszej rundy:

Zmęczony Jaś Kapela w wersji emo:

I na koniec najdłuższy reportaż – z sympatii, że dał mi się ograć w półfinale (ale nie tylko..:) po kolei wszystkie występy Kuby Przybyłowskiego: