Wpisy z okresu: 3.2008

    „Produkcja”  zakończona i wysłana.  Niestety regulamin konkursu zabrania wcześniejszej publikacji klipu w internecie, więc jeszcze nie ma go na youtube. Dlatego tylko kadr z filmu i tekst.



    CANIS INFERNALIS
    Wiersz do muzyki Charlesa Gounoda

    rozkrusza mnie twoja kibić i kapuściane pole
    więc może choć kosmyk łyka
    magnoliowa nadzieja na posmyranie
    czy bezsens całej bessy zakończyć inaczej
    że nocą zabulgocą salwy wilkołacze

    - słuszność słów termitów i krów
    łatwopalny polny motyl
    z żądnym keszu kaszalotem
    kręcą od wieków działa klub
    żółta woda siódme poty
    kto mnie wzywa po tym jak
    na piedestał pan tu nie stał
    kopsnął ktoś doniczkę jeżyn
    a gdy pies zapytał: how
    diabła w nim nie rozpoznał
    karnie daję się oswajać
    w mężnych ciałach
    więc w podgardlach wykrawajcie
    garaż na kwas

    kwas balanga kosmos bielmo
    mała bieda wielkie inferno
    a nad ranem wilga skrzeczy
    mizogynię da się leczyć

    - szatan gra w reklamie mentos light
    karminowy krem na zgagę
    dzierży w herbie jak mick jagger
    ostatni kupon łokciem ssie

    to może król fajansu pójdzie na układ
    i zechce abym wyhaftował mu swój monogram
    na serwetce
    pod zasuszoną rybą
    plus dopisek: wiosna trwa  
    mam marzenie że na krawężniku
    łamiąc się na baczność
    kucając jak koń
    da mi serce nieudaczność
    najkraśniejsza z dam

    damo z piaskiem, damo z miarką
    dla nas śpiewa dewon i karbon,
    miód, zakąska chrystus i gaz
    panno z gwiazd powąchaj mój garb

    Nie bawię się na tym blogu w komentowanie bieżącej polityki, ale tym razem zrobię wyjątek, bo znany kiczowaty teledysk-orędzie i mnie zwalił z nóg. Czyżby Kurski oglądał moje – jak pisał Wiatrak „badziewiaste badziewia”?, no nie, bo zrobiłby ten swój filmik znacznie ambitniej. Przy okazji zaczynają się jak zwykle pojawiać parodie i przeróbki. Więc oto mój wkład w tę twórczość – dość poważny i niezbyt do śmiechu niestety.

    Tak, w styczniu zrobiłem dłuższy wywiad z moim kontrahentem Gerdem Hesse, opublikowałem jego część o przewodnictwie turystycznym, dość głośny stał się też fragment o problemach turystyki rowerowej na Mazurach. W tym ostanim filmiku proszę zobaczyć o czym mowa tak gdzieś od 3:50, co za okropne proroctwo dla tego dzisiejszego wypadku z Kalisza. Tylko zamiast grupy niemieckich dziadków – peleton polskich nastolatków.

    Miałem jeszcze taki ostatni fragmencik – o Kaczyńskich właśnie. Puszczam go więc w adekwatnej stylistyce:

    A do speców od PiSowskiej propagandy i wmontowania w „orędzie” tej starej mapy Niemiec – proponuję wycieczkę na Węgry. Tam – bez żenady i otwarcie w każdym kiosku, a każdej księgarni sprzedaje się mapy Nagy Magyarorszag, wedle których bratankowie wyciągają łapy po nasz kawałek Spiszu, Orawy, a nawet Morskie Oko.

    To miło, kiedy lokalny dodatek gazety publikuje moje opinie, ale dziś niekoniecznie wydało mi się to sensowne. Informację o notce poniżej wysłałem na kilka znajomych adresów, m.in. do redakcji lokalnego dodatku „Wyborczej” który tematyką rowerową żywo się interesuje. W tzw. międzyczasie wyjaśniło się, że projekt owszem – przewiduje dociągnięcie ścieżki do ul. Kopernika przez skwerek, na którym tymczasowo stoją baraki budowlańców. No to spoko, poczekamy. Ale dziś moja blogowa notka poniewczasie cytowana jest w artykule Joanny Jałowiec o brakującym ogniwie, które utrudnia ruch rowerzystów.

    Zgadzam się z niektórymi wpisami na forum pod artykułem, że skoro problemu jednak nie ma, to po co tak temat rozdmuchiwać, zwłaszcza że są daleko większe utrudnienia, choćby przejazd ul. Mogilską. Oczywiście chwalę reporterską czujność i w przypadku takich drobiazgów. Tylko zaraz ciśnie się na usta sarkastyczny komentarz: poza takimi pojedynczymi przypadkami, w skali miasta trudno mówić o brakujących ogniwach. Mamy raczej pojedyncze, porozrzucane tu i ówdzie ogniwka (jak nowe Rondo Mogilskie) a pomiędzy nimi… brakujące łańcuchy. Cóż – ograniczona szerokość ulic, stara zabudowa i ogólna niemożność. A może po prostu brak chęci do przełamania utartych standardów myślenia? Czy nie można iść śladem Londynu, gdzie raptem w ostatnim dziesięcioleciu dokonano komunikacyjnej rewolucji wpisując pasy rowerowe nawet w najgęściej zabudowane  crescents, closes i lanes?  Droga Pani Redaktor, szanowna Redakcjo, zróbmy w takim razie pokazową,  akcję na poziomie naprawdę godnym prestiżu firmy jaką jest „Gazeta Wyborcza”. Akcję z wykopem, która będzie wzorcem i przykładem dla innych dzielnic jak sprostać wyzwaniom 21. wieku.  

    Pisałem o drodze z domu do pracy – mieszkam w rejonie Alei Pokoju, wystarczy rzut oka na plan miasta i widać, że jadąc do Rynku przez Rondo Mogilskie i Kopernika sporo nadrabiam drogi. Naturalny szlak komunikacyjny dla tysięcy mieszkańców Dąbia i wschodnich Grzegórzek (będzie ich jeszcze więcej, bo na dawnych terenach przemysłowych buduje się apartamentowce) to ul. Grzegórzecka (odcinek od „Błękitka” do Hali Targowej). Jak wygląda – dobrze wiemy. Remont wykonany tam w 2001r. to przykład barbarzyństwa – wąziutkie chodniki dla pieszych i zero miejsca dla rowerów. Pasy samochodowe oddzielone separatorami od torowiska nie dają miejsca na wyprzedzenie rowerzysty. Dlatego większość cyklistów chcących tamtędy przejechać nie ryzykuje obtrąbienia albo przyciśnięcia do krawężnika przez wyjątkowo natarczywego buraka za kierownicą. Wybierają  dwa nieprzepisowe rozwiązania czyli – albo przeciskają się między pieszymi w wąskim chodniczku:

    Albo – to wersja dla miłośników adrenaliny – posuwają torowiskiem:

    I – z tego co wiem – mimo aktualnego remontu Ronda Grzegórzeckiego nie planuje się żadnych zmian, bo „no nic nie można zrobić”, bo „nie ma miejsca na ścieżkę” itd. srutututu. Nie moi drodzy. Można zrobić. Bardzo prosto. Ulica Grzegórzecka może wyglądać tak:

    Wszystko jasne, prawda? (No, pewnie zawodowi graficy zrobią to ładniej plus wizualizacja) Na północnym pasku pozostawiamy ruch jednokierunkowy (czyli tak jak równoległa Kopernika, tylko w drugą stronę) południowy oddajemy cyklistom – jest wystarczająco szeroki na dwukierunkowy ruch rowerów.

    Będzie problem – dlaczego? Nie zapominajmy, że dopiero co rozbudowana równoległa ul. Podgórska – wielopasmowa, dobrze skomunikowana  z Daszyńskiego i (wielopoziomowo!) z Kotlarską, łatwo przejmie tę niteczkę ruchu samochodowego. Naturalny proces – po budowie nowych arterii wyprowadzamy ruch tranzytowy ze starych ulic. A karetki pogotowia czy autobusy MPK i dziś bez problemu korzystają z pasa tramwajowego.

    Postawmy wreszcie sprawy z głowy na nogi – to nie rowerzyści powinni dwukrotnie nadrabiać drogi. Grzegórzecka – ten dawny kręty, wiejski szlak, dziś najbrzydszy i najbardziej zasyfiony zakątek II dzielnicy – niech odzyska ludzki wymiar. Jak zaznaczyłem na planie – gdzieniegdzie będą niezbędne przejazdy przez torowisko do posesji. Nie więcej niż kilka, do niektórych (np. biurowiec CitiBanku) można dojechać uliczkami „od tyłu”, czyli od ul. W. Pola. Spokój i czystość pod oknami zrekompensuje zmotoryzowanym mieszkańcom tę drobną niewygodę, pojawią się kafejki, okolica ożyje.

    „Problem jest jeden – polityczny – nikt się na to nie zgodzi” – napisał w pierwszej reakcji Marcin Hyła. I że utarło się, że Grzegórzecka prowadzi ruch z Dietla… na tej samej zasadzie Floriańska, Grodzka i Rynek prowadziły kiedyś ruch z Warszawy do Zakopanego. Jak to miło wyprzedzać myślami swoją epokę.

    Notka z komentarzami również na blogu krakoff.info…>


    Przeczytawszy w prasie, że dziś otwierają wreszcie dolny poziom Ronda Mogilskiego i zbudowany tam fikuśny labirynt ścieżek rowerowych, z dreszczykiem emocji pojechałem zobaczyć jak będzie przez najbliższe lata wyglądać moja codzienna droga do pracy. Pod Rondem – nie powiem – sympatyczny design, chwalony nawet przez Marcina Hyłę, i smaczna, darmowa gotówka. Niestety przy próbie wyjazdu mały szok:

    To jest wylot w kierunku ulicy Lubicz, a kilkadziesiąt metrów dalej (przed tym szarym, jednopiętrowym budynkiem) zaczyna się dalszy rowerowy „ciąg komunikacyjny” czyli kontrapas na ul. Kopernika, który jest główną drogą dojazdu z wschodnich dzielnic Krakowa do Rynku. Nie wiem co za analfabeta  to projektował,  przewidując ruch tylko w jedną stronę, Żeby dojechać do kontrapasu trzeba teoretycznie zejść z roweru i przejść kilkadziesiąt metrów pieszo. Oczywiście nikt tego nie będzie robił tylko – jak widać – pojedzie chodnikiem. 

    W czwartek 13.03. będę w Warszawie – najpierw przemawiam w Sejmie RP a potem idę w knajpiany melanż z Wiedemannem i Płaczkiem. Może ktoś się chce dołączyć? Tzn. do melanżu, nie do przemawiania. 

    A w piątek 14.03. wybieram się na Karaoke do Coconu – też zapraszam. (To oczywiście w Krakowie, taka kawiarenka na rogu)

    Po smętnym, rozwlekłym Rachmaninowie i Arii Rokity, do przeróbki idzie kolejny kawałek z mojego szaliapinowskiego śpiewniczka. Tym razem na szczęście dużo żywszy i krótszy. No i prawdziwie obelżywy:

    Sceneria będzie Lokatorowa. Kaczka będzie bez jabłek. Chętni do chórku i ról charakterystycznych mile widziani.  Ciekawe, jaką kreację przywdzieje tym razem Ewa.

     

    A teraz konkrety. Produkcję o roboczej nazwie „Aria złotej kaczki, czyli wiersz do muzyki Charlesa Gounoda” przygotowuję na dość znany i głośny konkurs. Wzsystko nagram podczas 1-2 godzinnego performansu w kultowej kawiarni Lokator, termin już ustalony: piątek, 28 marca, godz. 21. Potrzebuje kilka osób do chórku (ta dwie krótkie wstawki, które chór śpiewa w oryginale) plus jeszcze kilku do roli rozbawionego knajpianego towarzystwa. Oczywiście wynagrodzę – złocistym płynem, srebrnikami itp.


    • RSS