W dzisiejszym „Dużym Formacie” artykuł  o gentryfikacji, czyli cywilizowaniu i ugrzecznianiu menelskich dzielnic miast na przykładzie  NY. Że to wcale nie jest cacy, my głupi się cieszymy, gdy coś podobnego dzieje się z krakowskim Kazimierzem. Co tam Kazimierzem, historyczne procesy mają miejsce pod przysłowiowym nosem, o czym przekonałem się próbując kupić ryzę papieru w sklepiku papierniczym na rogu Krzyża i Tomasza:

W środku pani sklepikarka, prawie zapłakana, pakuje kartony. No i skończyło się wyskakiwanie po jeden długopis albo pudełko spinaczy. Miesiąc wcześniej z ul. Tomasza zniknął zakład fryzjerski, gdzie się kiedyś robiłem na blond.  

Już równo 8 lat tkwię w tym zakątku Krakowa. Kiedy się tu sprowadziłem, Św. Krzyża zdecydowanie należała do najbardziej menelskich i szemranych uliczek Starego Miasta. Sąsiad z firmy komputerowej dostał w mordę podczas ładowania sprzętu do samochodu na parkingu na tyłach kamienicy. Dziś to już przeszłość. Teren zagrodzony jest hotelem Campanile. Zamiast parkingu rośnie trawniczek, który dla rozrywki regularnie koszę.

Na szczęście menelskiego honoru ulicy broni rozsypujący się „krakowski zabytek” czyli dawna Kuźnia Zieleniewskiego

Szlag mnie trafia jak czytam o kolejnych przyznanych archi-szopach za awangardowe konstrukcje i instalacje, a takie wstydliwe egzemplum w centrum – straszy i nikogo nie peszy.