Portal Youtube wzbogacił się ostatnio o szczegółowe narzędzia statystyczne. Można np. sprawdzić w jakich krajach świata oglądane są filmiki. Większość „produkcji” na moim kanale ma oczywiście swoją widownię wyłącznie w Polsce, plus parę kliknięć z Niemiec UK czasem USA jak np. w przypadku parodystyczno-rubikowej „Qantaty”

Szokująco odstaje od tej normy skromny dokumencik jakim jest reportaż z imprezy Blich Art z czerwca 2007. Nic takiego, ot walący w patelnię Jarek Klejnberg, jedna młoda poetka i dwóch poetów – na większości filmu skutkiem kiepskiego oświetlenia (klasyka, świeczki ;)  mało co widać.  

Cholera co jest grane? Słowo Blich (Krakowska ulica, gdzie dawniej nad płynącym tu Prądnikiem bielono, czyli blichowano płótno) nie ma jakichś szczególnych znaczeń w innych językach co tłumaczyło by np. masowe przypadkowe kliknięcia. Tym bardziej z tak odmiennych kulturowo i językowo krajów jak Meksyk, Mongolia czy Indonezja. Więc u licha kto z występujących tam twórców ma tak rozstrzelony po świecie fanklub?