Wyjechaliście do mnie z pretensjami wczoraj towarzyszu, głośno przy świadkach w barze „Klubu pod Jaszczurami”. Napadnięty znienacka nie za bardzo wiedziałem o co chodzi. Teraz sprawdziłem – no tak, pretensje dotyczyły tego, że onegdaj odmówiłem dofinansowania jakiegoś czasopisma publikującego lewackie treści, z artykułami czcigodnego towarzysza włącznie. Czytelnikom bloga przybliżyłem sytuację miesiąc temu w tej notce.

Gdyby jakiś urzędnik księdza Rydzyka w roztargnieniu wysłał pismo o sponsoring do – dajmy na to spółki Jerzego Urbana, a następnie otrzymał stosowną do sytuacji „dowcipną” odpowiedź, to całą tę niefortunność zakonnicy z pewnością staraliby się zamieść pod dywan. Ale komisarz zakonu kataryniarza S.S. nie. Tu panuje swoiście pojmowany „język miłości”. Najpierw zamknąć komuś gębę, pozbawić praw publicznych (na razie tylko na swoim podwórku czyli witrynie KP, później kto wie, historia tyranii XX wieku matką nauk) a potem sięgnąć do kieszeni. To jest oczywiście bardzo lewicowe. Bardzo lewicowe jest „najlepiej nigdzie nie pracować” i kilkanaście innych bzdetów jakie naopowiadała obwożona po Polsce najnowsza papuga na katarynce – Jaś Kapela.

To nie jest książka dla kapitalistów!!! – podniesionym głosem wykrzyczał do mnie wasz podopieczny ponownie dziś – w Bunkrze Sztuki, gdzie wybrałem się z niewinnym zamiarem jej zakupu. Dobrze, że takie odzywki padają publicznie. Niech nikt już nie ma wątpliwości, że środowisko Krytyki Politycznej to ekipka mentalnych płaszczaków, dla których znienawidzonym i godnym eliminacji (na razie z życia kulturalnego ale potem się zobaczy) „kapitalistą” jest każdy, kto nie oglądając się na łaskę Państwa prowadzi samodzielną działalność gospodarczą. Aktualnie jakieś 1.6 miliona ludzi w Polsce.