Wpisy z okresu: 1.2009

    „Zostałeś zacytowany” mail o tej treści dostałem dzisiaj od nieznanego mi wcześniej Remigiusza Ambroziaka. Dołączony był skan artykułu Prawica potrzebuje sztuki? w którym rzeczywiście zacytowano w całości mój płomienny manifest z niedawnego konkursu.
    Najpierw zadowolenie, że oto z blogowego dowcipnisia stałem się (uwaga, puszczamy oko) uznanym krytykiem lewackich uzurpatorów. Potem lekka konsternacja no bo.. ale cóż, można było trafić gorzej, np. do Gazety Polskiej albo Naszego Dziennika.

    Artykuł opublikowano w „Najwyższym Czasie” czyli znanym UPR-owskim tygodniku. Gazecie pełnej słusznych treści z zakresu liberalizmu gospodarczego i ciekawych artykułów z historii politycznej a jednocześnie nie stroniącej od prostackiej homofobii czy stronniczej ignorancji w sprawach ekologii. Dodatkowa złośliwość losu, że w tekście wymieniono nazwisko Wojtka C. – gościa, z którym ze względu na podobieństwo facjat często mnie kojarzą, a którego – przez katolsko-ciemnogrodzkie ekspiacje – uważam za personę odrażającą.
    Czy prawica potrzebuje sztuki? Można odpowiedzieć złośliwie – jeśli za „prawicę” uznać moherowy
    elektorat, to nie potrzebuje nie tylko ambitnej sztuki ale
    nawet przyzwoitej publicystyki, czego dowodzi spektakularna klapa
    „Ozonu”.

    Każdy, kto chciałby się jakoś zadomowić na polskiej scenie politycznej jest w sytuacji klienta dziwnej restauracji, która w menu ma tylko dwa sztywne zestawy dań. Albo śmierdzący śledź ze szlachetnym burgundem, albo chateaubriand w sosie bearneńskim, popijany przaśnym bimbrem. Innej opcji, w rodzaju niemieckiej partii FDP Guido Westerwelle, póki co nie ma. Puste miejsce czeka. Bynajmniej nie na pociotków Sierakowskiego.

    Zarówno Krytyka jak i Ha!art są krzykliwe i środowiskowo znane, ale biorąc pod uwagę całość rynku dóbr kultury to kropla w morzu i dość podrzędna liga. Na ostatnich krakowskich targach książki nie mieli nawet malutkiego stoiska podczas gdy wydawnictwa katolickie zajmowały pół hali. Większość publikujących tam autorów to nie żadni „lewicowcy” tylko zwykli koniunkturaliści. Względnie tacy, którzy swoją „lewicowość” utracą bezpowrotnie w momencie odniesienia jakiegoś sukcesu i konieczności zapłacenia państwu wysokiego podatku. Ale idea artykułu słuszna – pole do popisu dla poważnego prywatnego mecenatu jest ogromne. Trzeba promować i nawoływać. Dawać za przykład takie jaskółki  Uda się to, kiedy młody polski kapitalizm wyjdzie ze stadium dorobkiewiczowstwa w pierwszym pokoleniu. Kto zacznie może sporo wygrać. Jeśli weźmiemy pod uwagę wysokość stypendiów czy nagród artystycznych, to nie są to wielkie kwoty nawet dla średniego przedsiębiorstwa. Nieporównanie mniej niż te, które się wydaje na tradycyjną reklamę. 

    Panu Remigiuszowi polecam zmianę upodobań muzycznych, będzie łatwiej. Ostatnią książke – a jakże! – Slavoja Żiżka, zbiór esejów o operze, wydał Sic!. Kupiłem bez zbędnych dylematów.

    Pomiędzy jedną a drugą „aferą” może jakaś spokojna, pamiętnikowa notka? W ramach postanowień noworocznych nie będę więcej grzebał po internecie w poszukiwaniu rzewnych artefaktów z czasów młodości. Takich jak np. The year of living dangerously, filmu który wszedł na ekrany gdy zdałem maturę. Tak, wtedy się do kin chodziło. Przedwczoraj ze zdziwieniem zauważyłem, że teraz ciągle i nadal. 

    Też miałem kiedyś taki teleks…


    • RSS