Wpisy z okresu: 3.2009

    Czy pamiętacie Emila, bohatera mojego jak dotąd najpopularniejszego teledysku „Apel prawiczka”? Chyba jednak jego treść nie jest już aktualna, gdyż odwiedził mnie dzisiaj w takim oto miłym towarzystwie:

    Wieczór był pracowity, próbowaliśmy nagrać moją jedną z dawno napisanych piosenek „Na wiotkich postronkach”

    Czy wyszło – usłyszycie niebawem. Tymczasem posłuchajcie, jak śpiewa swoją autorską piosenkę, którą zatytułował I’m not there, mp3 4,8 MB…> (chociaż słowa są po polsku…)

    Przez tę całą historię z Margolką poznałem się z sympatyczną ekipą Lochu Camelot i mam tam teraz w copiątkowym kabarecie swój krótki numer. Na początek napisałem współczesną wariację ballady Wertyńskiego Obłąkany kataryniarz, wersja oryginalna tutaj.

    Wykonanie nie idealne, za tydzień, dwa nabiorę rutyny i będzie lepiej, ale zostawiam sobie na pamiątkę. Pośmiejcie się:

    Ten akord w 3:20 to „mistrzunio” oczywiście celowo pomylił he he he ;)

    Nie mam za bardzo o czym pisać, więc napiszę o tym, że w miniony wtorek wybrałem się do klubu „Pod Jaszczurami” na wieczór autorski Tomasza Pułki. Nie wziąłem ze sobą kamery, bo Pan Pułka był już bohaterem wystarczająco wielu moich filmików, liczyłem że jak zwykle popisze się Red. Onak z niedoczytania.pl, który z takim zaangażowaniem filmował i umieszczał w sieci różne bzdety, np. niedawny żenujący występ Shutego.  Niestety nie popisał się i szkoda. Zaproszony gość niewiele miał własnych utworów do przeczytania, za to wieczór obfitował w serię fantastycznie pikantnych podsumowań polskiej sceny poetyckiej. I gdyby reportaż z tego spotkania został nakręcony, dowiedzielibyście się Państwo, że Pułka nie tylko uważa Szymborską za zakałę polskiej poezji ale – wespół ze swoim kompanem Podgórnim – ma ciekawe rzeczy do powiedzenia o wszystkich z tej branży.

    Dostało się po równo Świetlickiemu (jemu właściwie najmniej, bo dzięki swej przystępnej pozie w ciemnych okularach każdy aspirujący młodzieniec mógł się z nim identyfikować) Sosnowskiemu (za znacznie mniej przystępną pozę palenia Chesterfieldów raz lightów raz czerwonych) Dehnelowi (za wypełnianie przed komputerem tysąca sonetów tą samą treścią), Honetowi (że wydał jedną dobrą książkę i trzy niepotrzebne) oraz szeregowi pomniejszych kseropoetów i kseropoetek powielających schematy. Wyśmiano płytką modę na lewicowość oraz „mapę poezji roczników 80-tych” – dodatek do najnowszego numeru Rity Baum (cena 22 PLN), w której jej autor, bardzo znany Państwu zapewne Przemysław Witkowski umieścił siebie na szczycie piramidy pokarmowej. Cóż, to tylko kilka zaledwie mgnień wiosny z tego spotkania, kto nie był – niech żałuje.

    W pewnym momencie prowadzący spotkanie Marecki zagadnął do Pułki „ale ty nie jesteś krytykiem?” Interlokutor zrobił kwaśną minę a ja miałem ochotę wychlustać na Mareckiego resztkę piwa z kufla, ale siedziałem w ostatnim rzędzie. Przecież to jest oczywiste, że nasz bohater nie tylko jest, ale chce i być powinien krytykiem. Czy dla wiarygodności porzucając własne pisanie? Nie czuję się na siłach, aby w tej kwestii zająć stanowisko.  


    W młodzieńczych latach aspirowałem do bycia naukowcem-ornitologiem, i miałem na tym polu pewne drobne sukcesy poparte publikacjami, po czym jednak – nie bez bólu – porzuciłem te ambicje i zająłem się organizacją wycieczek. Róbmy to co lubimy, ale  zwłaszcza to co jeszcze głębiej w nas siedzi i przez skorupkę kwiczy.

    Dziś ponownie oddaję okienko mojego internetowego teatrzyku młodszym, ładniejszym i bardziej (no, hmmm względnie tak samo…) utalentowanym.

    Oto dwuczęściowa relacja z koncertu, który miał miejsce 13 lutego 2009 w krakowskim klubie „Kuranty”. Michał Łanuszka, na co dzień spiker radia RMF Classic, zaśpiewał cztery piosenki do tekstów Maćka Frońskiego:

    Kto dotrwa do końca drugiego filmiku usłyszy moją laudację i wyjaśnienie tytułu tego odcinka „mRRRukotu”.

    Na koniec krótka, grzeczna i bardzo kobieca piosenka Michała do słów Anny Piżl:

     

    Najstarsi Górale pamiętają, że ongiś zaangażowałem się w spór dwóch młodych, debiutujących prozaików: Czerskiego i Żulczyka, obstawiając wielki sukces, sławę i świetlaną przyszłość tego pierwszego, drugiemu wieszcząc los zapomnianego przez świat i ludzi nieudacznika. Bardzo myliłem się, oj bardzo. Czerski zaszył się w rodzinnej Rumi i kontestuje coraz bardziej powiększające się zakola. Żulczyk już wcześniej był łysy więc nie ma tego problemu. Ba, patrząc na niego – mam wrażenie, że włoski zaczynają mu na powrót odrastać, podobnie jak bohaterowi filmu The Curious Case of Benjamin Button. Jeśli nie fizycznie, to przynajmniej metafizycznie. Żulczyk w „Der Dzienniku”. Żulczyk w telewizji. Żulczyk w lodówce. Żulczyk w saunie. Żulczyk w Empiku (albo i nie). Żulczyk w panierce. Żeby tego było mało to wczoraj Żulczyk był w… Lokatorze!

    Jakuba podziwiam też za nabranie innej męskiej i dojrzałej cechy: przestał się obrażać  i histerycznie reagować na moje żarty. Pewnie dlatego, podczas wczorajszego lokatorowego spotkania gadał do mnie… wyłącznie po hiszpańsku. 

    Kumpel przyjechał z Meksyku i przywiózł zdjęcia kolorowych ptaków:


    Karnawał w Veracruz 24 lutego 09, fot Tomek Jezierczuk

    Dziękuje za sympatyczne opinie o moim ostatnim filmiku na licznych forach. Mój blog zaliczył wczoraj tyle wejść, jak chyba nigdy dotąd, co ciekawe – z bardzo egzotycznych domen, widać że romans Kazia M. śledzony jest przez społeczność międzynarodową. Wszystkich zachwyconych urodą Margoli Sularczyk, która tak uroczo wcieliła się w rolę Isabel informuję, że jest to artystka, która w każdy piątek o 20.15 występuje w statecznym, piwnicznym kabarecie Loch Camelot przy ul. Św. Tomasza w Krakowie. Oto migawki z jej ostatniego tam występu, zarówno na scenie jak i na bekstejdżu:

    A z okazji nadchodzącego 8 marca polecam naszą okolicznościową produkcję sprzed dwóch lat.

    Parodiowanie polityków i podupadłych celebrytów nie jest szczytem poetyckiego i performerskiego wyrafinowania, ale co zrobić kiedy Łukasz Błażejewski wyrzeźbił mi ostanio taką piękną fryzurę z wysokiem czołem. Miało być na Klatę a wyszło na Marcinkiewicza, tyle że z kaczym kuprem. Nie, nie na Pawła Marcinkiewicza, znanego brulionowego poetę, tylko na tego z Londynu, adoratora pewnej „poetki”. Poza tym musiałem wymyślić jakąś rolę dla niedawno poznanej na organizowanej przez Mareckiego imprezie Pod Jaszczurami Margoli Sularczyk. Mój internetowy kabarecik zaczyna taśmowo wypluwać klipy. Oto najnowszy:

    empetrójka tutaj

    oryginalny plik wmv 15 Mb do ściągnięcia tutaj

    boska Isabel
    patrz jak w jej oczach polska czerwień lśni i biel
    - wczoraj w gumiaczkach dziś w kozaczkach zobacz ej!
    tu na obczyźnie żyzne łono Isabel
    uświęca cel

    moja Isabel
    choć nie postawię sztywno włosów swych na żel
    na przekór zrzędom wydobędę z pochwy miecz
    - a ty co go nie szanowałaś teraz becz!
    sztywniakom precz!

    chodźmy Isabel
    piraniom co nas ranią przytknąć nóż do skrzel
    - a ty amorku złym potworkom w dupę strzel
    zrobimy super deal i będzie very well

    o Isabel
    tyś jest jak tlen
    gdy słabnie PLN
    od wszelkich kraks
    uchowa Goldman Sachs
    wartości skal
    czy komuś żal jest, gdy
    diamentów blask
    i świeżość bryzy
    przepędza w las
    zadymę i kryzys
    wkręcamy się w raj
    więc łyczka daj

    - aż po życia kres
    pragnę codziennie słyszeć czułe yes yes yes
    - pod koniec dnia to umiem nawet ja ja ja
    a jak bóg da usłyszysz słodkie da da da
    lublu tiebja

    ____________
    Komentarze na witrynach: dziennik.pl  gazeta.pl  tvn24.pl  e-fakt  smog.pl

    A tak przy okazji, panie którym podoba się moja balladka informuję, że Margola jest jedynie moją partnerką sceniczną, w realu takiej nie posiadam i jestem otwarty na propozycje. Uprzedzam jednak, że nie pracuję w wielkim banku tylko w małym biurze turystycznym ;))).
     


    • RSS