Najstarsi Górale pamiętają, że ongiś zaangażowałem się w spór dwóch młodych, debiutujących prozaików: Czerskiego i Żulczyka, obstawiając wielki sukces, sławę i świetlaną przyszłość tego pierwszego, drugiemu wieszcząc los zapomnianego przez świat i ludzi nieudacznika. Bardzo myliłem się, oj bardzo. Czerski zaszył się w rodzinnej Rumi i kontestuje coraz bardziej powiększające się zakola. Żulczyk już wcześniej był łysy więc nie ma tego problemu. Ba, patrząc na niego – mam wrażenie, że włoski zaczynają mu na powrót odrastać, podobnie jak bohaterowi filmu The Curious Case of Benjamin Button. Jeśli nie fizycznie, to przynajmniej metafizycznie. Żulczyk w „Der Dzienniku”. Żulczyk w telewizji. Żulczyk w lodówce. Żulczyk w saunie. Żulczyk w Empiku (albo i nie). Żulczyk w panierce. Żeby tego było mało to wczoraj Żulczyk był w… Lokatorze!

Jakuba podziwiam też za nabranie innej męskiej i dojrzałej cechy: przestał się obrażać  i histerycznie reagować na moje żarty. Pewnie dlatego, podczas wczorajszego lokatorowego spotkania gadał do mnie… wyłącznie po hiszpańsku.