Nie mam za bardzo o czym pisać, więc napiszę o tym, że w miniony wtorek wybrałem się do klubu „Pod Jaszczurami” na wieczór autorski Tomasza Pułki. Nie wziąłem ze sobą kamery, bo Pan Pułka był już bohaterem wystarczająco wielu moich filmików, liczyłem że jak zwykle popisze się Red. Onak z niedoczytania.pl, który z takim zaangażowaniem filmował i umieszczał w sieci różne bzdety, np. niedawny żenujący występ Shutego.  Niestety nie popisał się i szkoda. Zaproszony gość niewiele miał własnych utworów do przeczytania, za to wieczór obfitował w serię fantastycznie pikantnych podsumowań polskiej sceny poetyckiej. I gdyby reportaż z tego spotkania został nakręcony, dowiedzielibyście się Państwo, że Pułka nie tylko uważa Szymborską za zakałę polskiej poezji ale – wespół ze swoim kompanem Podgórnim – ma ciekawe rzeczy do powiedzenia o wszystkich z tej branży.

Dostało się po równo Świetlickiemu (jemu właściwie najmniej, bo dzięki swej przystępnej pozie w ciemnych okularach każdy aspirujący młodzieniec mógł się z nim identyfikować) Sosnowskiemu (za znacznie mniej przystępną pozę palenia Chesterfieldów raz lightów raz czerwonych) Dehnelowi (za wypełnianie przed komputerem tysąca sonetów tą samą treścią), Honetowi (że wydał jedną dobrą książkę i trzy niepotrzebne) oraz szeregowi pomniejszych kseropoetów i kseropoetek powielających schematy. Wyśmiano płytką modę na lewicowość oraz „mapę poezji roczników 80-tych” – dodatek do najnowszego numeru Rity Baum (cena 22 PLN), w której jej autor, bardzo znany Państwu zapewne Przemysław Witkowski umieścił siebie na szczycie piramidy pokarmowej. Cóż, to tylko kilka zaledwie mgnień wiosny z tego spotkania, kto nie był – niech żałuje.

W pewnym momencie prowadzący spotkanie Marecki zagadnął do Pułki „ale ty nie jesteś krytykiem?” Interlokutor zrobił kwaśną minę a ja miałem ochotę wychlustać na Mareckiego resztkę piwa z kufla, ale siedziałem w ostatnim rzędzie. Przecież to jest oczywiste, że nasz bohater nie tylko jest, ale chce i być powinien krytykiem. Czy dla wiarygodności porzucając własne pisanie? Nie czuję się na siłach, aby w tej kwestii zająć stanowisko.  


W młodzieńczych latach aspirowałem do bycia naukowcem-ornitologiem, i miałem na tym polu pewne drobne sukcesy poparte publikacjami, po czym jednak – nie bez bólu – porzuciłem te ambicje i zająłem się organizacją wycieczek. Róbmy to co lubimy, ale  zwłaszcza to co jeszcze głębiej w nas siedzi i przez skorupkę kwiczy.