Z ciekawością sięgnąłem dziś po zapowiadany od dawna długi wywiad Jacka Podsiadły, który otwiera wielkanocny dodatek Wyborczej. Wcześniej udzielił też wywiadu „Wysokim Obcasom”. To bardzo sympatyczne, że duży dziennik poświęcił tyle miejsca na odświeżenie nieco dziś zapomnianej, a jakże ciekawej postaci.

Czego się jednak z owego wywiadu dowiadujemy? Głównie tego, że cały świat sprzysiągł się przeciwko panu Jac Po, a to marny polityk który intelektualnie mu do pięt nie dorasta zatrzymał audycję w radiu, a to zły redaktor Tygodnika Powszechnego ocenzurował teksty felietonów przez co ich autor sam zdecydował się odejść. Dzięki temu, bezrobotny może leżeć do góry brzuchem i przypominać sobie imperatywy moralne.

Przypomnijmy więc sobie jakim epizodem zakończyła się współpraca z Tygodnikiem? Podsiadło obrzucił inwektywami jakąś doktorantkę polonistyki, ze Szczecina bodajże, która odważyła się wytknąć mu szereg błędów rzeczowych w tekstach dotyczących Thoreau. Przez kilka numerów trwała wymiana coraz to zaciekliwszych i bardziej żenujących listów, aż w końcu Redakcja oznajmiła, że odpuszcza i że dalszych polemik nie będzie.   

Później był epizod współpracy z Lampą i publikacja „abecadła” w którym dalejże dosrywać kolejnym bliźnim. Ale w następnym numerze ukazał się wywiad z Kazią Szczuką, w którym padły pamiętne słowa:  

Największą zjebkę zrobił mi Jacek Podsiadło w „Tygodniku Powszechnym”. Napisał o mnie felieton, w którym wyjaśniał, że chce mu się rzygać na mój widok, ze moje występy w telewizji to była pomyłka za każdym razem. Pani Kazimiero może przecież pani pisać, niech się pani lepiej nie pokazuje. Podsiadło to stary freak, któremu myszy obgryzły i obsikały zbutwiałe dredy i chyba w końcu je musiał obciąć. Pewnie mu było przyjemnie walić system moim kosztem w katolickiej kulturalnej gazecie, ale moim zdaniem jest raczej zaropiały.

Na co nasz taki niby dowcipny i zdystansowany do świata Jacuś zrobił karczemną awanturę swojemu wieloletniemu wydawcy i nie szczędząc obelżywych słów zerwał współpracę. Na mnie też parę okruchów z tego tortu zajadłej bufonady padło, akurat wtedy wydawałem swoją książeczkę i byłem zmuszony do wykonania jakiegoś upokarzającego telefonu.

Czasy się widać zmieniają – nie wiem na ile wywiad był autoryzowany, ale jego bohater kreuje się w nim na żałosnego freaka i nieudacznika ze sporą częstotliwością przez trzy kolumny. Nie szczędzi przy tym uczonych rad co wypada mężczyźnie, a czego nie. Dodam jeszcze jedną, niezbyt wyrafinowaną: jak wywijasz poluzowanym młotkiem, możesz sobie krzywdę zrobić.

Niewątpliwie niejedna czytelniczka wywiadu wzruszy się, łezkę metaforyczną, a może i fizyczną uroni. Ci którzy pamiętają różne – nie tylko wyżej opisane, Jacusia wybryki, jego arogancję wobec osób niegdyś życzliwych i materialnie wspierających, zachowania na wieczorach autorskich, pokiwają z politowaniem głowami. Chcemy czy nie, polityka też jest męskim zajęciem a jej generalne zasady nie zmieniły się od czasów egipskich. A wiek 45 lat wcale nie za późny na naukę.

Póki co, owe pięty do których nikt nie dorasta, możemy obejrzeć sobie w najnowszym żenującym spektaklu zaropiałego i butnego (sic!) 1:30 – 7:15