Słyszę po kawiarniach liczne skargi, że zaniedbałem bloga i nie dodaję nowych notek. No cóż, trwa sezon turystyczny i na pierwszym miejscu jest mój ukochany biznes. Żeby jednak jakoś zapełnić tę pustkę, kronikarsko odnotuję że wziąłem niedawno udział w pewnym slamie, który… wygrałem, otrzymując jako nagrodę taką oto dziwaczną statuetkę:

Tak, pierwszy raz od dłuuugiego czasu Kaczka wygrał jakiś slam. Wcześniej ciągle prześladowały mnie jakieś koszmarne drugie miejsca. A występowałem z najnowszymi tekstami, już nie knajackimi, bardziej spokojno-refleksyjnymi, jak np. ten.

czas kwitnienia

kiedy dwie dekady temu
kalibrował nam się ustrój
sepią się rumienił lemur
i rozkwitał kwiat ligustru

odruchowo marszcząc czoło
kryjąc twarz, czerwcowy frustrat
rozdrapując dupę gołą
porozprawia o ligustrach

idziesz równo z żywopłotem
czytasz w myślach: nie bądź nygus,
zróbże coś ze swym żywotem,
pieje kur! znów zakwitł ligustr

jeszcze wciąż wydaje się, że
łatwo wybrać jedną z dróg stu
ale jakby brać jest ciężej
między palce kwiat ligustru

dźganie smugą, stresem, lustrem,
utrwalanie strachu w mustrze
to twój cel? nerwową pustkę
zagłusz jeszcze raz ligustrze!