Wchodząc do namiotu rozbitego nad jeziorami Kananaskis, przy akompaniamancie przerażająco-śmiesznego wycia kojotów, pomyślałem – o cholera, przytrafiło mi się, wszedł tu jakiś skunks i się załatwił (są w tym regionie dwa gatunki skunksów).

Na szczęście to były tylko moje adidasy.