Wpisy z okresu: 12.2009

    Po krótkiej wycieczce na teren prowokacji religijnej (nb. proszę zobaczyć, jak bardzo zbieżna jest moja reakcja na wrocławską debatę z tym co napisał na witrynie KP Dr Paweł Rudnicki) wracam do znacznie mi bliższej dziedziny, która ku mojemu zmartwieniu również próbuje być zawłaszczana przez lewaków. Chodzi oczywiście o tzw. ekologię.

    Stali czytelnicy tego bloga pamiętają, że najdłuższą notką jaką tu wysmarowałem, była recenzja książki Michała Olszewskiego „Low-Tech”, która ukazała się w kwietniu br.  Wytknąłem tam autorowi szereg merytorycznych blag i absurdów. Szczególnie wkurzył mnie opis wycieczki ornitologicznej, w trakcie której wyłożono bzdurną teorię, jakoby turystyka w górach typu beskidzkiego zagrażała populacji puchacza. W późniejszej rozmowie okazało się, że nie jest to tylko opinia fikcyjnej literackiej postaci, ale także samego autora. Któremu krytycy słusznie zarzucają nieumiejętność rozdzielenia ról beletrysty i radykalnego dziennikarza.   

    I oto kilka dni temu ukazał się obszerny artykuł autorstwa trzech trójmiejskich naukowców pt „Nie oddawajcie fokom domu”. Niechże Pan Olszewski się z nim zapozna, w końcu publikuje w tej samej gazecie. Nic dodać nic ująć, polecam zwłaszcza fragment o tysiącach morświnów w Morzu Północnym, którym nie przeszkadzają rurociągi i inne instalacje. Tekst niewątpliwie nadający się do rzeczowej polemiki. Ale faktem jest, że opisywana polityka „przerostu prymitywnego marketingu” nie ogranicza się do samych fok, ale jest powszechną praktyką w  działaniach ekologów i ochroniarzy przyrody. I tych drobnych, lokalnych, i tych głośniejszych, jak choćby konflikt o Rospudę.

    Co się zaś tyczy samej książki – jestem niepocieszony. Moja recenzja była w wielu punktach celowo przejaskrawiona i przesadzona, miałem jednak nadzieję że książka wzbudzi spore zainteresowanie i burzliwe dyskusje w poważniejszych mediach. Niestety, nie miała praktycznie żadnego odbioru. Nie wzbudziła ani ćwierci tego zainteresowania co np. kolejny bzdet Michaśki Witkowskiego. Ukazało się ledwie kilka recenzyjek, utrzymanych w drwiąco-kpiącycm tonie, czepiających się wtórności konstrukcyjnej i stylistycznej, owej dostojewszczyzny, pomijając kwestię meritum. Skoro zawiódł światek literacki, w większości zupełnych przyrodniczych ignorantów, to – pomyślałem – książka powinna zainteresować środowiska tych, którym bliskie są „te co skaczą i fruwają”. Nic z tego, nie zauważyłem żadnej recepcji wśród znajomych przyrodników, żadnych dyskusji na forach ekologicznych. (Michał – jeśli się mylę – oświeć mnie). Obawiam się niestety że lektura większości z tych osób ogranicza się do branżowej literatury fachowej, a ich horyzonty estetyczne nie wyrastają ponad ogół przeżuwający papkę z telewizyjnej „tuby jednostajnej”.

    Nie wiem jakie dalsze plany mają autor i wydawca. Moim skromnym zdaniem, warto byłoby spróbować – po redaktorskich poprawkach (dłużyzny na początku…) wydać to – jednak pod wieloma względami udane i nowatorskie dziełko na Zachodzie. Gdzie odsetek populacji „ekologicznie świadomej” a jednocześnie kulturalnej jest niewspółmiernie większy. Radykale, do boju! Nie zmarnuj tej szansy.

    Pomalowałem pokój na fioletowo, powiesiłem na ścianie „filmowy” krucyfiks (pchli targ pod Halą Grzegórzecką, 70 PLN)


    I będę się teraz do niego modlił o więcej talentu, niczym Salieri w „Amadeuszu” Formana.

    Premiera nowej piosenki niestety dopiero w styczniu bo mi się wykonawcy na święta porozjeżdżali.

    Przychodzi facet na publiczny basen kąpielowy i pakuje się do wody w ubraniu, tak jak stał. Obsługa tłumaczy grzecznie: proszę się rozebrać, przebrać w kąpielówki. Na co gość awanturuje się: co jest, co to znaczy że mam chodzić wszędzie w samych gaciach? – Do pracy, na zakupy, do knajpy..? Tego rodzaju argumentacje stosują moi adwersarze, jak ów „Ulrich vom Jungongen” co się wpisał pod wcześniejszą notką. To że krzyże powinny zniknąć ze szkół, jako symbol jednego światopoglądu a niekiedy (np. w naukach biologicznych) jawnego zabobonu, nie oznacza, że automatycznie żąda się usuwanie ich z miejsc kultu religijnego. Odnośnie kapliczek na drzewach proszę się nie kłopotać. Lasy Państwowe są pojemne i bardzo tolerancyjne, również dla wyznawców wszelkich neopogańskich rytów, pielgrzymujących do „miejsc  mocy” w Puszczy Białowieskiej i nie tylko.

    Niestety, w ramach drugiego „nie” muszę skrytykować tych, którym „Song o krzyżach” zadedykowałem. Pomysł z pozwem sądowym dla Legutki za obraźliwe słowa o smarkaczach jest bardzo nietrafiony. Nie wiem co za prawnik im to polecił. Do sądu warto byłoby się zwrócić gdyby licealiści zostali pomówieni o przestępstwo, albo rzucono by pod ich adresem empirycznie sprawdzalną nieprawdę np. że są finansowani przez Al.-Kaidę. Ale wypowiedź europosła jest ewidentnie ocenna, a nie informacyjna. Drastyczna, ale dozwolona w dyskursie politycznym. Można ją zripostować albo w stylu radykalnym -  jak ja w teledysku, albo w sposób wyważony i kulturalny, jak np. ten bloger. Proces – jeśli do niego dojdzie, z góry skazany jest na przegraną. Pozywający stracą czas i wpiszą się w niechlubną tradycję  politycznego pieniactwa – jak te wszystkie procesy przeciwko Urbanowi, Nieznalskiej itp. tyle że a rebours.  

    Wideoklip „Song o krzyżach”, który jest w sieci od tygodnia, zaliczył już ponad 12 tys. obejrzeń, dorobił się techno-remixu, ale na tle moich dotychczasowych produkcji wyróżnia się przede wszystkim lawiną komentarzy. Na różnych forach pojawiło się ich już dobrze ponad tysiąc.

    Impulsem do napisania tekstu były nie tyle wydarzenia we wrocławskim liceum (to nastąpiło później), co felieton Magdaleny Środy „Niech mury runą”: Dlaczego Polacy, którzy tak rwali się do wolności, gdy tylko ją uzyskali zaczęli się jej  bać, zaczęli ją potępiać i schronili się w religii… Słowa tym bardziej mnie dotykające, że w radości obalania muru berlińskiego w 1989 r. uczestniczyłem osobiście.   

    Obelgi, które włożyłem w usta przegiętego emo-geja są niczym innym jak odpowiedzią na potok wulgaryzmów i aktów przemocy tych wszystkich ogolonych na łyso typów spod znaku krzyża i „chrześcijańskiego miłosierdzia” których możemy spotkać np. przy okazji marszów równości. Dlatego każdy nienawistny, czy jawnie agresywny komentarz pod filmem przyjmuję z satysfakcją, że trafiły do właściwego adresata. Komentarze drugiego rodzaju, – owe „gratulacje dla odważnej młodzieży” przyjmuję z pewną melancholią, gdyż – jak wiadomo – nie „młodzież” jest autorem tego utworu. I raczej nie spotkałem w necie młodzieżowej twórczości kabaretowej, która wykraczałaby poza np. dorysowanie małego peniska Kaczyńskiemu albo remix przemówień Tuska.

    Pisząc o „tępocie i poniżaniu” trzymałem swoje osobiste poglądy nieco z boku, wedle zasady nieutożsamiania autora z podmiotem lirycznym. Jednak wrocławska debata z 16 grudnia, potwierdza, że nie przesadziłem. Relacja w artykule, polecam także obejrzenie klipu, w którym tępy klecha, w poniżającym spektaklu robi sobie jaja ze swoich adwersarzy wręczając im plastikowe zabawki. Posłuchajcie tego ryku na sali – podobnie wyglądały w średniowieczu publiczne procesy czarownic, a później faszystowskie czy stalinowskie lincze. Tylko pewnej „kosmetycznej zmianie realiów” zawdzięczamy, że napiętnowani nadal są żywi i chodzą po ziemskim padole. Ja zaś korzystając z usług firmy kurierskiej, przesłałem w ripoście odpowiedni gadżet i liścik:

    Młotek jest gumowy ale solidny, wielokrotnie przez mnie używany do wbijania kołków w ścianę, więc nie powinien zawieść w konfrontacji nawet z najbardziej twardym łbem. Polecam wysyłanie dalszych pomysłowych prezentów na adres: Ks Katecheta Wojciech Zięba, Zespół Szkół Nr 14,  al. Brücknera 10,  51-410 Wrocław.

    Tekst mojego songu, zanim uzyskał oprawę audiowizualną, został opublikowany na jednym z poetyckich portali, gdzie też wzbudził ciekawą dyskusję – zobacz tutaj…> – tam np. Jacek Dehnel klarownie wyjaśnia, dlaczego w świeckiej instytucji nie ma miejsca na obnoszenie się z symbolami religijnymi.

    Z kolei komentatorom, którzy zapędzają się nazywając mnie i wykonawców od „lewaków” zwracam uwagę że to strzał kulą w płot. Proszę zapoznać się z antylewacką akcją, jaką organizowałem rok temu, a także z późniejszym komentarzem. Tzw. lewica, w jakiekolwiek szatki by się nie przebrała, zawsze będzie optować za ograniczeniem praw jednostki na rzecz aparatu państwa, co jest mi bardzo niemiłe. A dla chłopców z Krytyki Politycznej jestem obiektem nienawiści i ataków za sam fakt, że prowadzę małą prywatną firmę.

    W filmie nieprzypadkowo pojawia się czerwona szmata. Bardzo ubolewam nad faktem, że antyklerykalne hasła stały się dziś domeną pogrobowców komuny, jak lafirynda Senyszyn, która przez 30 lat była członkinią PZPR i legitymizowała  tym samym ohydny ustrój PRL-u. Który de facto był rodzajem neo-feudalizmu, gdzie za fasadą drętwej propagandy i formalnej urzędowej laicyzacji uprawiano podział interesów. Tak to opisują Norman Davis i Roger Moorhouse w książce Mikrokosmos, poświęconej nota bene – historii Wrocławia i Dolnego Śląska:

    Po roku 1956 (…) w miasteczku takim jak Lubomierz lokalny sekretarz partii i proboszcz mogli spokojnie kontynuować swoją działalność. Kronika ich ciemnych interesów prowadzonych przez niemal trzy dziesięciolecia jest wymownym świadectwem skandalicznej bezkarności urzędników publicznych, co stanowiło za komunizmu normę. Skorumpowany towarzysz i skorumpowany duchowny dbali o życzliwość lokalnych dygnitarzy organizując dla nich luksusowe polowania w pobliskim lesie. Wielebny A. Szybko dorobił się niesłychanego luksusu w postaci volkswagena golfa, trudniąc się paserstwem i specjalizując w handlu przedwojennymi książkami niemieckimi. Towarzysz B. Uruchomił na rynku nowoczesny sklep rybny (…) Jeszcze bardziej niegodziwy okazał się proceder prowadzony przez pomysłowego sekretarza i jego duchownego partnera w latach 1970-72: systematycznie zrównywali z ziemią nieużywany cmentarz ewangelicki, żeby sprzedawać cenne płyty nagrobne.

    Również po zmianie ustroju nikt nie podkładał się kościołowi tak jak SLD, jednocześnie przykładając się do komunizowania prawa i ograniczania swobód gospodarczych, popieranie korporacji zawodowych itp. – z tym akurat walczę na innym odcinku. Choć więc dzisiejsza opresyjna i nachalna działalność kleru pod względem uciążliwości nijak się nie ma do prześladowań za czasów komuny, jakościowo wszechobecne narzucanie symboli religijnych to jeszcze większy przejaw piętrowej hipokryzji i zakłamania.

    A na koniec mała ciekawostka. Niektórzy pytają o osobę wokalisty – czy to ta sama osoba występuje co śpiewa?  – Oczywiście. A tutaj wcześniejszy występ Romka Sekreckiego, w zupełnie innym repertuarze i anturażu:

     

    Stało się. Bozia nie zerwała taśmy w kamerze ani nie spaliła mi notebooka. Oto efekt naszej produkcji – Song o krzyżach. Dedykuję go trójce odważnych licealistów z Wrocławia.
    Mam nadzieje, że słowa tej pieśni trafią do europosła Legutki, który skierował pod ich adresem wyzwiska.

    Ponieważ klip ten wywołuje lawinę zapytań i komentarzy (patrz linki do forów poniżej) – za jakiś czas wypowiem się obszerniej i wyjaśnię „co poeta miał na myśli” pisząc ten song.  

    polski tchórzu i kołtunie
    coś jest mocny tylko w tłumie
    skoro wyznań wiary twój odwieczny ryt chce
    hasło „boję się pawiana”
    możesz klęcząc na kolanach
    wyryć na co drugiej chodnikowej płytce

    polska mendo i miernoto
    której wtedy działa motor
    gdy pogrozi ci ktoś kijem albo deską
    nie chcę wszczynać żadnych zadym
    gdy po tobie znajdę ślady
    krwi i zębów na uchwycie wózka w tesco

    polski karle i zaprzańcu
    co obrożę masz i łańcuch
    pysk wetknięty w tubę z karmą jednostajną
    niech na głównym skrzyżowaniu
    w imię miłosierdzia stanie
    kontenerów cały rząd na twe psie łajno

    łykaj swych symboli treść
    nam jest obca myśl o wstydzie
    ale nie będziemy nieść
    i nie chcemy tutaj widzieć

    twojego krzyża
    ten totem nam ubliża
    tępotą wali z góry
    i poniża nas

    cień tego krzyża
    niektórym w mózgach wyżarł
    co najmniej takie dziury
    jak komuny kwas

    nie chcemy krzyża….

    runął mur wyrosły murki
    przy nich polskie obszczymurki
    mają swoje kurwiszony i stadiony
    wszystkim przechodzącym gapiom
    zafundować chcą terapię
    krycia strachu przez sikanie do wazonów  

    choć głęboko w dupie ma to
    drobny polski kombinator
    co podkładał się tym lewym i tym czarnym
    ty hołoto nieudolna
    co faulujesz naszą wolność
    otwórz się!… posyłam ci rzut karny

    czy przez miasto czy przez wieś
    czy na kacu czy na speedzie
    nie będziemy więcej nieść
    i nie chcemy tutaj widzieć

    twojego krzyża…

    Nagranie audio można ściągnąć z mojej strony empetrójkowej…>

    ______________________________________________

    Komentarze i – nieraz bardzo intensywne dyskusje – na forach i portalach:

    youtube.com…>    pardon.pl…>    fakty i mity…>    forum Frondy…>

    Dziś rozpoczęły się nagrania do mojego nowego dzieła. Oto Oskar (gitarzysta, współautor mojej płyty) i Wodzu (zaanektowany z orkiestry kab.artu) w domowym studyjku:

    A to wokalista (zaanektowany z Coconu ;)

    Premiera teledysku planowana jest 8 grudnia. Nie będę zdradzał szczegółów, powiem tylko że ze wszystkich moich produkcji ta jest robiona chyba z największym rozmachem, jeśli chodzi o ilość występujących w niej osób.

    Zrobiłem też nowy szablon na zaniedbanej przez ostatnie lata stronie głównej kaczka.art.pl i powoli wypełniam go treścią.


    • RSS