Wideoklip „Song o krzyżach”, który jest w sieci od tygodnia, zaliczył już ponad 12 tys. obejrzeń, dorobił się techno-remixu, ale na tle moich dotychczasowych produkcji wyróżnia się przede wszystkim lawiną komentarzy. Na różnych forach pojawiło się ich już dobrze ponad tysiąc.

Impulsem do napisania tekstu były nie tyle wydarzenia we wrocławskim liceum (to nastąpiło później), co felieton Magdaleny Środy „Niech mury runą”: Dlaczego Polacy, którzy tak rwali się do wolności, gdy tylko ją uzyskali zaczęli się jej  bać, zaczęli ją potępiać i schronili się w religii… Słowa tym bardziej mnie dotykające, że w radości obalania muru berlińskiego w 1989 r. uczestniczyłem osobiście.   

Obelgi, które włożyłem w usta przegiętego emo-geja są niczym innym jak odpowiedzią na potok wulgaryzmów i aktów przemocy tych wszystkich ogolonych na łyso typów spod znaku krzyża i „chrześcijańskiego miłosierdzia” których możemy spotkać np. przy okazji marszów równości. Dlatego każdy nienawistny, czy jawnie agresywny komentarz pod filmem przyjmuję z satysfakcją, że trafiły do właściwego adresata. Komentarze drugiego rodzaju, – owe „gratulacje dla odważnej młodzieży” przyjmuję z pewną melancholią, gdyż – jak wiadomo – nie „młodzież” jest autorem tego utworu. I raczej nie spotkałem w necie młodzieżowej twórczości kabaretowej, która wykraczałaby poza np. dorysowanie małego peniska Kaczyńskiemu albo remix przemówień Tuska.

Pisząc o „tępocie i poniżaniu” trzymałem swoje osobiste poglądy nieco z boku, wedle zasady nieutożsamiania autora z podmiotem lirycznym. Jednak wrocławska debata z 16 grudnia, potwierdza, że nie przesadziłem. Relacja w artykule, polecam także obejrzenie klipu, w którym tępy klecha, w poniżającym spektaklu robi sobie jaja ze swoich adwersarzy wręczając im plastikowe zabawki. Posłuchajcie tego ryku na sali – podobnie wyglądały w średniowieczu publiczne procesy czarownic, a później faszystowskie czy stalinowskie lincze. Tylko pewnej „kosmetycznej zmianie realiów” zawdzięczamy, że napiętnowani nadal są żywi i chodzą po ziemskim padole. Ja zaś korzystając z usług firmy kurierskiej, przesłałem w ripoście odpowiedni gadżet i liścik:

Młotek jest gumowy ale solidny, wielokrotnie przez mnie używany do wbijania kołków w ścianę, więc nie powinien zawieść w konfrontacji nawet z najbardziej twardym łbem. Polecam wysyłanie dalszych pomysłowych prezentów na adres: Ks Katecheta Wojciech Zięba, Zespół Szkół Nr 14,  al. Brücknera 10,  51-410 Wrocław.

Tekst mojego songu, zanim uzyskał oprawę audiowizualną, został opublikowany na jednym z poetyckich portali, gdzie też wzbudził ciekawą dyskusję – zobacz tutaj…> – tam np. Jacek Dehnel klarownie wyjaśnia, dlaczego w świeckiej instytucji nie ma miejsca na obnoszenie się z symbolami religijnymi.

Z kolei komentatorom, którzy zapędzają się nazywając mnie i wykonawców od „lewaków” zwracam uwagę że to strzał kulą w płot. Proszę zapoznać się z antylewacką akcją, jaką organizowałem rok temu, a także z późniejszym komentarzem. Tzw. lewica, w jakiekolwiek szatki by się nie przebrała, zawsze będzie optować za ograniczeniem praw jednostki na rzecz aparatu państwa, co jest mi bardzo niemiłe. A dla chłopców z Krytyki Politycznej jestem obiektem nienawiści i ataków za sam fakt, że prowadzę małą prywatną firmę.

W filmie nieprzypadkowo pojawia się czerwona szmata. Bardzo ubolewam nad faktem, że antyklerykalne hasła stały się dziś domeną pogrobowców komuny, jak lafirynda Senyszyn, która przez 30 lat była członkinią PZPR i legitymizowała  tym samym ohydny ustrój PRL-u. Który de facto był rodzajem neo-feudalizmu, gdzie za fasadą drętwej propagandy i formalnej urzędowej laicyzacji uprawiano podział interesów. Tak to opisują Norman Davis i Roger Moorhouse w książce Mikrokosmos, poświęconej nota bene – historii Wrocławia i Dolnego Śląska:

Po roku 1956 (…) w miasteczku takim jak Lubomierz lokalny sekretarz partii i proboszcz mogli spokojnie kontynuować swoją działalność. Kronika ich ciemnych interesów prowadzonych przez niemal trzy dziesięciolecia jest wymownym świadectwem skandalicznej bezkarności urzędników publicznych, co stanowiło za komunizmu normę. Skorumpowany towarzysz i skorumpowany duchowny dbali o życzliwość lokalnych dygnitarzy organizując dla nich luksusowe polowania w pobliskim lesie. Wielebny A. Szybko dorobił się niesłychanego luksusu w postaci volkswagena golfa, trudniąc się paserstwem i specjalizując w handlu przedwojennymi książkami niemieckimi. Towarzysz B. Uruchomił na rynku nowoczesny sklep rybny (…) Jeszcze bardziej niegodziwy okazał się proceder prowadzony przez pomysłowego sekretarza i jego duchownego partnera w latach 1970-72: systematycznie zrównywali z ziemią nieużywany cmentarz ewangelicki, żeby sprzedawać cenne płyty nagrobne.

Również po zmianie ustroju nikt nie podkładał się kościołowi tak jak SLD, jednocześnie przykładając się do komunizowania prawa i ograniczania swobód gospodarczych, popieranie korporacji zawodowych itp. – z tym akurat walczę na innym odcinku. Choć więc dzisiejsza opresyjna i nachalna działalność kleru pod względem uciążliwości nijak się nie ma do prześladowań za czasów komuny, jakościowo wszechobecne narzucanie symboli religijnych to jeszcze większy przejaw piętrowej hipokryzji i zakłamania.

A na koniec mała ciekawostka. Niektórzy pytają o osobę wokalisty – czy to ta sama osoba występuje co śpiewa?  – Oczywiście. A tutaj wcześniejszy występ Romka Sekreckiego, w zupełnie innym repertuarze i anturażu: