Przychodzi facet na publiczny basen kąpielowy i pakuje się do wody w ubraniu, tak jak stał. Obsługa tłumaczy grzecznie: proszę się rozebrać, przebrać w kąpielówki. Na co gość awanturuje się: co jest, co to znaczy że mam chodzić wszędzie w samych gaciach? – Do pracy, na zakupy, do knajpy..? Tego rodzaju argumentacje stosują moi adwersarze, jak ów „Ulrich vom Jungongen” co się wpisał pod wcześniejszą notką. To że krzyże powinny zniknąć ze szkół, jako symbol jednego światopoglądu a niekiedy (np. w naukach biologicznych) jawnego zabobonu, nie oznacza, że automatycznie żąda się usuwanie ich z miejsc kultu religijnego. Odnośnie kapliczek na drzewach proszę się nie kłopotać. Lasy Państwowe są pojemne i bardzo tolerancyjne, również dla wyznawców wszelkich neopogańskich rytów, pielgrzymujących do „miejsc  mocy” w Puszczy Białowieskiej i nie tylko.

Niestety, w ramach drugiego „nie” muszę skrytykować tych, którym „Song o krzyżach” zadedykowałem. Pomysł z pozwem sądowym dla Legutki za obraźliwe słowa o smarkaczach jest bardzo nietrafiony. Nie wiem co za prawnik im to polecił. Do sądu warto byłoby się zwrócić gdyby licealiści zostali pomówieni o przestępstwo, albo rzucono by pod ich adresem empirycznie sprawdzalną nieprawdę np. że są finansowani przez Al.-Kaidę. Ale wypowiedź europosła jest ewidentnie ocenna, a nie informacyjna. Drastyczna, ale dozwolona w dyskursie politycznym. Można ją zripostować albo w stylu radykalnym -  jak ja w teledysku, albo w sposób wyważony i kulturalny, jak np. ten bloger. Proces – jeśli do niego dojdzie, z góry skazany jest na przegraną. Pozywający stracą czas i wpiszą się w niechlubną tradycję  politycznego pieniactwa – jak te wszystkie procesy przeciwko Urbanowi, Nieznalskiej itp. tyle że a rebours.