Przedwczoraj w miłym towarzystwie obejrzałem oskarowy film „Tajemnica Brokeback Mountain”. Górskie plenery wydawały mi się skądsik znajome. Nigdy nie byłem w Wyoming, gdzie według scenariusza dzieje się akcja filmu, ale – myślę sobie, Góry Skaliste mają pewnie podobną budowę, roślinność itp. w różnych fragmentach pasma.

Potem zajrzałem do Wikipedii aby przeczytać ciekawostki na temat tej produkcji i oniemiałem. Z oszczędnościowych względów zdjęcia kręcono w Kanadzie, w stanie Alberta, a filmowe jezioro nad którym Jack i Ennis przez kilkanaście lat uprawiali harce to … Upper Kananaskis Lake. Czyli dokładnie to miejsce w którym sam biwakowałem i harcowałem minionego września i nawet napisałem o tym nastrojową notkę.  Swoją drogą nie zazdroszczę kochankom, przez cały rok jest tam pierońsko zimno.     

Nie tylko tam byłem, ale i filmy kręciłem. Oto prawdziwi, niewyuzdani mieszkańcy tej krainy. W rolach głównych składający łapki do modlitwy pręgowiec (chipmunk) i żywy, nie odstrzelony przez jakichś pedałów jeleń wapiti, (elk, przez tłumaczy dialogów do „Brokeback” błędnie nazywany łosiem). 

Kto chce ich zobaczyć na żywo może się tam ze mną wybrać już w czerwcu 2010, szczegóły lada dzień opublikuję tutaj. 

Tymczasem mój „Song o krzyżach” zamiast grzecznie odpłynąć w przepastne netowe archiwa ciągle budzi emocje, zyskuje kolejne setki widzów i dziesiątki komentarzy. Mózg staje, jakie domysły próbują snuć niektórzy wokół tej, wydawałoby się ewidentnej kpiarskiej zgrywy. Oto najnowsze gorące dyskusje na forum miłośników death metalu oraz na stronie jakiegoś prawicowego blogera.