Wyszedłem właśnie z wanny gdzie wymyśliłem kolejną serię kupletów do
pierwszej sceny, tak że wena mnie nie opuszcza i już bym mógł właściwie
to spisywać ale chcę sobie zrobić przerwę na lekturę, przypomnienie paru
klasyków. W tekście będzie dużo, oj dużo o miłości, ale muszę Ci
jednak wyznać, że w pierwszym rzędzie oprę to na moich własnych
doświadczeniach – i z kobietami i z ciotami. Traktuję te Twoje wampiry
trochę jak Wagner germańskich bogów czy postacie ze średniowiecznych
eposów, którym kazał wyrażać osobiste przeżycia i pragnienia.


Wzbraniałem się przed tym, uchylę jednak rąbka tajemnicy. Skoro gadam o tym po knajpach, to napiszę i tutaj. W moim poetyckim 44-letnim roku życia postanowiłem – w ramach limitu czasu na „twórczość artystyczną” jaki pozostawia mi prowadzenie biznesu, zrobić coś więcej niż kilka kolejnych filmów w necie.  Decyzja zapadła, że miejscem tego spełnienia będzie teatr. Piszę sztukę – tragikomiczną farsę, której fabuła osnuta jest na motywach niedawno wydanej powieści młodego prozaika. Całość w stuprocentowo kaczej estetyce – rymowane „fredrowskie” dialogi, kilka songów. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już jesienią br. dzieło będzie możma podziwiać na offowych scenach Warszawy i Krakowa.

I to by było na tyle – pssst! Do roboty.