Wpisy z okresu: 11.2010

    Jako „bezduszny, bezmyślny i w złym guście” niemiecka rada Żydów określiła pomysł sprzedaży koszulek, w których Niemcy protestują przeciwko zakazowi palenia. Widnieje na nich gwiazda Dawida z napisem „Raucher” (palacz). Prasa donosi, że proceder zaskarżono, ale sąd nie dopatrzył się w nim przestępstwa.  

    Ja na mój wczorajszy performans w Lokatorze przygotowałem opaski w trochę innym guście:  

    A oto teledysk, który nagraliśmy. Dziękuję wszystkim walecznym aktywistom za współudział.



    Nigdy nie mów że to twój ostatni szlug
    Chociaż ogłaszają żeś publiczny wróg
    Naśladowcy tych, co chcieli nam już raz
    Świat oczyścić z brudnych i śmierdzących ras

    Dziś sprawili, że nie wolno fajek ćmić
    Jutro przyjdą i zabronią fajnie żyć
    Zrobią wszystko, by do życia stracić chęć
    By od niego była lepsza nawet śmierć

    Czymże podpadł wam w ukłonie zgięty pet
    Że brutalnie zapędzacie nas do gett
    Czy aż tak was otumanił dymu haust
    Że musicie nam urządzać holokaust

    Dawniej było tak, że kto odwagę miał
    Wznosił palce dwa na kształt litery „V”
    Dziś wolności symbol każdy dzielny zuch
    Trzyma krzepko w równoległych palcach dwóch

    Więc już nie mów że to twój ostatni szlug
    Chociaż ogłaszają żeś publiczny wróg
    Naśladowcy tych co chcieli nam już raz
    Świat oczyścić z brudnych i śmierdzących ras!

    Prywatnie nie jestem i nigdy nie byłem nałogowym palaczem. Czasem tylko po pracy lubię sobie sączyć wódeczkę na lodzie, po czym pojawia się ochota na zapalenie i smakowanie rozkosznego  cygara. Nauczył mnie tego parę lat temu miłośnik i znawca Kuby, Adam Kwaśny. Nie mogę tak jak inni nikotyniści wymykać się na szybkiego szluga gdzieś na zewnątrz. Dlatego szlag mnie trafia, że odbiera mi się tę jedną z niewielu życiowych przyjemności mężczyzny w dojrzałym wieku.

    Datę 9. listopada 1989 uważa się powszechnie za dzień w którym upadł mur Berliński. Dziś i ja dorzucę swoje wspomnienia. Mur berliński, kiedy jeszcze stał oglądałem przez wiele lat – i ze wschodniej i z zachodniej strony. 9.11. mnie przy nim nie było. O ile jednak w tym dniu wieczorem nastąpiło zaledwie spontaniczne otwarcie kilku przejść granicznych, o tyle fizycznie rozbiórkę muru rozpoczęto 12. listopada na Placu Poczdamskim. Tam już byłem.

    Demontaż komuny w Polsce rozpoczął się wcześniej. Pod koniec 1988 roku Rząd Rakowskiego pozwolił Polakom trzymać paszporty w domu (wcześniej obowiązkowo trzeba było je odnosić milicję i pisać podanie przed każdym wyjazdem zagranicznym). Trudno było jednak wyjechać gdziekolwiek na zachód bez wizy. Wyjątkiem – ze względu na specjalny status – był Berlin Zachodni. Tam też rodacy zaczęli masowo jeździć i handlować czym popadnie. Ja też zacząłem wtedy rozkręcać swój biznes. No nie, nie stałem na bazarze z koszykiem jajek wołając „eine Mark”. Miałem konto w jednym z banków (w świetle ówczesnego polskiego prawa było to nielegalne…)  na które pierwsi klienci wpłacali mi kasę.  Przyjeżdżałem co 2-3 tygodnie wypłacać gotówkę, potem kupowałem na czarnym rynku trochę marek enerdowskich, przechodziłem na wschodnią stronę i z kumplem rządziliśmy w eleganckim barze w nieistniejącym już Palast der Republik, zamawiając jeden po drugim, z karty jak leci, kolorowe drinki. Wychodziło to naprawdę tanio.

    Kiedy dowiedziałem się w trakcie studenckiej imprezy, że mur ostatecznie padł, wsiadłem w nocny pociąg z Poznania którym zwykle jeździli do Berlina handlarze. Dobrze trafiłem, była to niedziela 12 listopada, dzień w którym z wielką pompą po raz pierwszy wytyczono nowe przejście przez dziurę w murze. Działo się to wczesnym rankiem na Placu Poczdamskim, miejscu o którym opowiada nominowany do oskara film „Królik po berlińsku”. Granica jeszcze formalnie istniała, zaimprowizowano punkt kontrolny. Furtka była jednak otwarta tylko dla obywateli Niemiec, obcokrajowcy musieli korzystać z dotychczasowych regularnych przejść. Mimo wszystko podszedłem do mundurowego,  pokazując mu polski paszport pytam: „kann ich durch?” Na co on: „Nein, zurück!” i pokazuje…. kierunek zachodni (w zamieszaniu myślał że stamtąd właśnie przyszedłem). Korzystając z takiego tricku wcześniej kilku enerdowcom udało się uciec na zachód.  

    Tym razem byłem z pewnością pierwszym Polakiem który przez Plac Poczdamski przeszedł! Po drugiej stronie muru zaraz dopadł mnie jakiś dziennikarz z mikrofonem. Wszędzie pełno było kamer telewizji z całego świata… dziś znajduję w sieci różne relacje z tego święta jak choćby ta:

    Siebie póki co nie zobaczyłem, ale może kiedyś – kto wie. Byłem ubrany w zielone moro.

    Tymczasem wywalczoną wtedy wolność po kawałku nam zabierają. Napisałem właśnie protest song przeciw zakazie palenia w knajpach. Dziś wieczorem w „Lokatorze” nagrywam teledysk.


    A w Berlinie i w innych niemieckich landach – cóż, znów można zapalić przy barze. 

    Tak, tak to mniej więcej od jakiegoś czasu wygląda…

    … że się tylko przymierzam i przymierzam. A dalej? odcyfrujcie z uśmiechu. 


    • RSS