Otrzymałem dziś prywatny, niezwykle miły list od fana, oto jego fragment:  

Od paru miesięcy przyglądam się karierze Pana występów internetowych i filmików (…) zgrałem sobie kilka mptrójek na mój komputer, by móc choć trochę rozerwać od codziennej, szarej rzeczywistości. (…) Mam nadzieję, że kiedyś ujrzę Pana dzieło jako doceniane przez ogół, choć pewnie ani Pan ani ja tego nie dożyjemy.

Jestem jak wiadomo osobą niebywale skromną ;) i autoironiczną, daleką od publicznego wywieszania sobie tego rodzaju laurek, ale tym razem postanowiłem zacytować te słowa. Po to aby wszem i wobec wyznać: nie mam pretensji, że odbiór mojej twórczości jest bardzo skromny i niszowy. Z prostej przyczyny – niewiele nad tym pracuję. Na pierwszym miejscu jest oczywiście mój turystyczny biznes, któremu – na rozwój nowych projektów w ostatnich latach poświęcałem tyle czasu, że na artystyczne zabawy pozostawało go niewiele. Ot, napisanie raz na miesiąc-dwa  jakiegoś krótkiego utworu, nagranie go, nakręcenie klipu.

W dziedzinie w której mam ambicje – muzyczno-literacki  teatro-kabaret, współczesny w treści i klasyczny w formie, trudno osiągnąć coś bez zgranego zespołu i regularnych produkcji na żywej scenie. Okienko w youtube i empetrójki to trochę za mało. Niemniej przez długi czas każdą myśl o urealnieniu takiego zamiaru dusiłem w sobie, niczym dziecięce marzenia o locie w kosmos. Po pierwsze – spełniając się zawodowo w pracy, w wolnym czasie wolałem bawić się w niezbyt zobowiązującej manierze. Po drugie – przerażała mnie perspektywa – powiem wprost – użerania się z artystami, którzy takie przymioty jak słowność, solidność, czasem traktują w sposób hmmm… swobodniejszy niż ludzie, z którymi zwykłem pracować w biznesie.    

Czas płynie. Jak to mówią – krowa nie zmienia poglądów, ale kaczka owszem. Sytuacja dojrzała, żeby to zmienić. Jak się coś robi, to na całego i na poważnie. Rozmawiałem już z tymi i owymi, planowałem pielgrzymkę po krakowskich lokalach w poszukiwaniu miejsca na próby i występy.  A tu nagle wczoraj, umawiając się z Edkiem Pasewiczem na wódkę, przypadkiem odkryłem takie coś…

… pod adresem Mikołajska 3. Dwa kroki od mojego biura. Klasyczna krakowska piwniczka o znakomitej akustyce. Idealna do tego co mi się marzy – bardzo vintage kabaretu, nawet w wersji bez kabli i mikrofonów. Za to z kompletem scenicznych świateł.  Kibicujcie. W lutym próby, w marcu program. Lista wykonawców otwarta – kto chce się jeszcze zaprodukować niech pisze na priva.


Tymczasem przez większą część stycznia będę mieszkał sobie w Warszawie. Tam też, 17. stycznia zapraszam na moje urodziny – prawdopodobnie na Chłodną 25, jeszcze o tym napiszę. W wirtualnym teatrzyku pojawią się oczywiście nowe klipy – youtubowa ekranizacja trzech pieśni  F. Schuberta ze słowami St. Barańczaka z cyklu „Podróż zimowa” i – coś lżejszego  – nagrana z Andrzejem Leśniewskim parodia Kabaretu Starszych Panów  „Kacze dopalacze”.