Kopnąć Kaczkę w ten jego tłusty kuper – to ulubione zajęcie wielu poetów, pisarzy i innych tzw. „luminarzy kultury”. Zachciało się temu biznesmenowi, zamiast wyłącznie stawiać nam piwo – jeszcze bawić w poezję, muzykę czy kabaret – pokażemy mu jego miejsce. Oczywiście wyłącznie w ramach możliwości własnego saloniku, ale zgodnie ze znaną zasadą beriowszczyzny: jest człowiek, znajdziemy na niego paragraf. Byłem więc już wyrzucany (dwa razy) z Nieszuflady, z Krytyki Politycznej, z Niedoczytania.pl. Proweniencja orientacjowo-polityczna nie ma tu absolutnie znaczenia, w nienawiści do Kaczki podadzą sobie rękę nawet przysłowiowy Rydzyk z Biedroniem. Ostatnio kiedy życie towarzysko-netowe przeniosło się na facebooka, wielką radość sprawiłem wielu osobom, z którymi najpierw zawarłem znajomość a później dałem okazję żeby mnie ze swojego kręgu znajomych z hukiem wykopały a następnie zablokowały.      

I tak – o ile pamiętam wykopał mnie już Jakub Żulczyk (bo z jego książki raczyłem zakpić w podobnym stylu jak on w swojej rubryczce we Wprost kpi z celebrytów). Wykopał mnie Szczepan – nomen omen Kopyt, bo zbyt dobrze przedstawiłem hipokryzję lewaków. Wykopał mnie Jakub Winiarski, tu akurat nie wiem za co. Wykopał mnie Łukasz Podgórni, gdy na jego fanpage „Rozdzielczość chleba” zacytowałem niewinny witkacowski greps. Wykopał mnie Janusz Marchwiński, za to że na swoim własnym prywatnym profilu skrytykowałem walory artystyczne filmu Agnieszki Holland i uznał mnie za antysemitę. A dzisiaj wykopał mnie i zablokował kto? Wojciech Wencel.     

Za co? Za to że na jego profilu przepełnionym bogoojczyźnianą twórczością i smoleńsko-żałobną propagandą, w komentarzach zacytowałem również mój skromny wierszowany utworek sprzed dwóch lat inspirowany wiadomymi wydarzeniami. Z pewnością różniący się estetyką od innych prezentowanych tam utworów, ale bynajmniej nie zawierający żadnych kalumni, nieprzyzwoitych słów pod adresem ofiar czy żałobników, wprost przeciwnie – będący też wyrazem hołdu.


Tekst w tej notce

I potraktowałbym to z uśmieszkiem i wzruszeniem ramion, gdyby nie to że sam Wencel jest jednym z czołowych protestujących przeciwko ograniczaniu wolności słowa, i krzywdom wszelakim, jakie Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi wyrządził koncern Agora. Jest pierwszym sygnatariuszem i zdaje się inicjatorem niedawnego „Listu solidarności” nawołującego, że „prawo każdego obywatela do głoszenia własnych opinii jest podstawowym warunkiem funkcjonowania demokracji. Kwestionowanie tego prawa w odniesieniu do poety to praktyka haniebna, naruszająca zarówno swobodę obywatelską, jak i dobro polskiej kultury.” Na swoim blogu i artykułach w prawicowych pisemkach, Wojciech Wencel frazesy o wolności i zakazie cenzury wylewa w ilościach hurtowych. Więc jak to jest, belki we własnym oku nie widzimy? Polecam to uwadze przede wszystkim sygnatariuszom owego listu.