Wpisy w kategorii: Bez kategorii

    Porządkując papiery znalazłem coś takiego…

    Widzę was!

    O ironio! – to pierwsza myśl, jaka mnie naszła po zajrzeniu dziś na główną stronę blog.pl. „Blogerzy zakneblowani” to temat debaty jaką anonsuje administracja a w tym samym czasie świat literacki z niesmakiem i zdziwieniem czyta notkę Jarka Lipszyca. Relacjonuje on kuriozalną historię zakneblowania w tymże samym serwisie blog.pl popularnego towarzyskiego dzienniczka „kumple”. W którego współtworzeniu – każdy dobrze wie, miałem swój spory udział.

    Serwis blog.pl, z tego co wiem był początkowo własnością jakiejś małej firmy, później został przejęty przez onet co poskutkowało zmianą nazwy na megalomańskie „centrum debat” a przy notkach zaczęły ukazywać się reklamy. Reszta pozostała równie przaśna jak kiedyś, np. ta sama garstka przedpotopowych szablonów. Teraz wiemy, że nowy właściciel oszczędza nie tylko na informatykach i grafikach ale również do jego administrowania zatrudnia – nie wiem.. sprzątaczkę? W każdym razie kogoś kto nie ma nawet najbardziej podstawowej wiedzy o prawie i za grosz przyzwoitości. Kto kompletnie lekceważy pracę tysięcy sieciowych mrówek, które stronniczki swych blogów wypełniają dając tym samym właścicielowi tablicę do wieszania reklam.

    Mogę sobie wyobrazić jak doszło do opisanej przez Lipszyca historii. Dziś – wiadomo, rolę bajkowego „lustereczko powiedz przecie” pełnią internetowe wyszukiwarki. Lidia Plesner przez wiele dni i nocy wklepywała swoje nazwisko w google i nie mogła znieść, że na pierwszym miejscu wyskakuje wpis na kumplach i pretensjonalna biografia w której „wpycha się coś do środka…” Marek Trojanowski, wyspecjalizowany w nabijaniu się z poetek, potrafiłby opisać jej hipotetyczne męki w formie sporej noweli, więc jemu zostawiam ten temat.

    Potem Lidia Plesner napisała do serwisu że narusza to ochronę jej danych osobowych. W tym momencie każdy rozsądny admin odpowiedziałby na takie pismo negatywnie. Skoro pani Lidia Plesner opublikowała swoje wiersze w almanachu, jej nazwisko i dane biograficzne stają się – z jej własnej woli – publiczne. Książka „zaplątani w pędzie cyfr” ukazała się rzeczywiście – można to sprawdzić w ułamku sekundy. Potrafię sobie wyobrazić jeszcze sytuacje, kiedy do wyjaśnienia sporu zdejmuje się z publicznego oglądu tylko i wyłącznie zaskarżony tekst. Natomiast blokowanie dostępu do całego wieloletniego archiwum bloga to jakaś paranoja. Tak jakby np. po przyjęciu drobnego pozwu o zniesławienie na łamach jakiejś gazety, sąd blokował wydawanie tytułu i posyłał całą redakcje na bruk!

    W tym stylu pewnie sprzątaczka w blog.pl posłała już do wirtualnego kosza dziesiątki pamiętniczków. Tym razem miała pecha bo trafiła na znanego działacza wolnościowego, Prezesa Fundacji „Nowoczesna Polska”. I Lidia Plesner ponownie wpisując się w google znajdzie na pierwszym miejscu drwiący z Lidii Plesner tekst na prywatnej stronie Lipszyca. Lada dzień  być może trafi też do Wikipedii jako polskie egzemplum Efektu Streisand, tuż obok Durczoka i jego up**onego stołu. A może zamiast – niechże działka narkotyku sławy skapnie szalonej poetessie a nie zblazowanemu telewizyjnemu celebrycie. Internauci mogą jej karierę walnie przyspieszyć – zachęcam! Twórzcie własne notki o Lidii Plesner. A może ktoś zna jej poezje? Czy kluczborski almanach jest jeszcze do kupienia? Za chwile jego ceny na Allegro mogą poszybować jak ongiś za sweter Kononowicza.

    A ja rzucam rękawicę serwisowi pytając w ramach tej wspaniałej debaty: I co, ponieważ napisałem „poetka Lidia Plesner” to mój kaczka.blog.pl też zablokujecie?  Czy tak czy nie, jest to sygnał ostrzegawczy dla blogerów. Że jakiekolwiek poważniejsze treści na blog.pl nie są bezpieczne, że lepiej zabrać je gdzie indziej, pozostawiając ten serwis co najwyżej ‘słitaśnym’ nastolatkom.

    Klamka zapadła. Projekt sceniczny o którym wspominałem tutaj powoli się materializuje. Jeśli jakiś meteoryt mnie nie zabije, równo za 5 tygodni zaproszę was na premierę, a potem na 4 kolejne przedstawienia.

    REWIA POD KACZKĄ
    Klub „Rozrywki Trzy” (Kraków ul. Mikołajska 3)

    środa 23. marca (premiera)
    środa 30. marca
    środa 6. kwietnia
    środa 13. kwietnia
    środa 20. kwietnia

    Już wkrótce więcej informacji.

    Od dawna śpiewam ten cykl, słynną Winterreise ze słowami które Barańczak dopisał do muzyki Schuberta wydając w 1994 roku tomik pt „Podróż Zimowa. Poezja ta uznana została przez krytykę za rzecz absolutnie „nie do śpiewania”, a jedynie literacką grę z oryginałem. Nie wierzę w to absolutnie. Dla mnie poeta, którego teksty ożywały wcześniej m.in. w Piwnicy pod Baranami („Niech pan zajmie mi miejsce”) ewidentnie podjął próbę – jak byśmy dziś powiedzieli – wylansowania swojego lirycystycznego rzemiosła na klasycznym dziele. Wjechaniu na kobyle schubertowskiego muzycznego arcydzieła na filharmonijne salony.     

    Próba nie udała się. Poza pojedynczymi wykonaniami repertuar nie zagościł w salach koncertowych. Pisała o tym przed dwoma laty znana muzyczna publicystka. Teraz jakby się to zmienia. Tu i ówdzie trafiam w sieci na informacje o kolejnych wykonaniach. Niebawem przymierza się do tego – ba, Opera Krakowska!  Wypada więc przypomnieć że ja, ze swoimi wykonaniami m.in. w Teatrze 38 i Willi Decjusza w Krakowie byłem pierwszy :) A dziś publikuję po raz pierwszy nagranie jednej pieśni z wideo-interpretacją, w której w roli gangsterki wystąpiła Dagmara Siatka:

    Wszystko oczywiście domowa, amatorska robota, więc proszę o wyrozumiałość :)

    Nagrania dwóch innych pieśni są na wrzucie: pierwszej i dwunastej, ale nie jestem jeszcze zadowolony z brzmienia tych nagrań. Cóż, cyły cykl liczy 22 numery. Nie wszystkie barańczakowe słowa są równie udane co tego ‚bankowego’ kawałka, ale wiele z nich jeszcze nagram.

    Moi drodzy, w poniedziałek 17 stycznia obchodzę urodziny, pięknie kanciasto-okrągłe czterdzieste piąte! Zapraszam tego dnia o godz. 21 wszystkich moich wrogów, przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych, fanów i hejterów i kto się tam jeszcze nawinie na łyk piwa/wina/wódki do megapretensjonalnolansiarskiej miejscówki jaką jest klubokawiarnia Chłodna 25 (róg Żelaznej) w Warszawie.

    Jeśli jesteś pewien że przyjdziesz daj mi krótkiego cynka na priva, na fb lub SMS na 604 446233, nie spodziewam się tam jakichś tłumów ale jeśli będę zawczasu wiedział że ktoś przyjdzie, zarezerwuje więcej miejsca.

    Tak się też zdarza, że mniej więcej do końca stycznia będę mieszkał w stolicy na ul. Jaktorowskej, będzie mnie można spotkać tu i ówdzie :)

    Tymczasem moje chałupnicze studio nagraniowe w Krakowie pracowało ostatnio pełną parą – taki cover znanej filmowej dumki nagrałem wczoraj z dwójką młodych wykonawców. Myślę, że obaj zagoszczą jeszcze w moich autorskich produkcjach.  

    Otrzymałem dziś prywatny, niezwykle miły list od fana, oto jego fragment:  

    Od paru miesięcy przyglądam się karierze Pana występów internetowych i filmików (…) zgrałem sobie kilka mptrójek na mój komputer, by móc choć trochę rozerwać od codziennej, szarej rzeczywistości. (…) Mam nadzieję, że kiedyś ujrzę Pana dzieło jako doceniane przez ogół, choć pewnie ani Pan ani ja tego nie dożyjemy.

    Jestem jak wiadomo osobą niebywale skromną ;) i autoironiczną, daleką od publicznego wywieszania sobie tego rodzaju laurek, ale tym razem postanowiłem zacytować te słowa. Po to aby wszem i wobec wyznać: nie mam pretensji, że odbiór mojej twórczości jest bardzo skromny i niszowy. Z prostej przyczyny – niewiele nad tym pracuję. Na pierwszym miejscu jest oczywiście mój turystyczny biznes, któremu – na rozwój nowych projektów w ostatnich latach poświęcałem tyle czasu, że na artystyczne zabawy pozostawało go niewiele. Ot, napisanie raz na miesiąc-dwa  jakiegoś krótkiego utworu, nagranie go, nakręcenie klipu.

    W dziedzinie w której mam ambicje – muzyczno-literacki  teatro-kabaret, współczesny w treści i klasyczny w formie, trudno osiągnąć coś bez zgranego zespołu i regularnych produkcji na żywej scenie. Okienko w youtube i empetrójki to trochę za mało. Niemniej przez długi czas każdą myśl o urealnieniu takiego zamiaru dusiłem w sobie, niczym dziecięce marzenia o locie w kosmos. Po pierwsze – spełniając się zawodowo w pracy, w wolnym czasie wolałem bawić się w niezbyt zobowiązującej manierze. Po drugie – przerażała mnie perspektywa – powiem wprost – użerania się z artystami, którzy takie przymioty jak słowność, solidność, czasem traktują w sposób hmmm… swobodniejszy niż ludzie, z którymi zwykłem pracować w biznesie.    

    Czas płynie. Jak to mówią – krowa nie zmienia poglądów, ale kaczka owszem. Sytuacja dojrzała, żeby to zmienić. Jak się coś robi, to na całego i na poważnie. Rozmawiałem już z tymi i owymi, planowałem pielgrzymkę po krakowskich lokalach w poszukiwaniu miejsca na próby i występy.  A tu nagle wczoraj, umawiając się z Edkiem Pasewiczem na wódkę, przypadkiem odkryłem takie coś…

    … pod adresem Mikołajska 3. Dwa kroki od mojego biura. Klasyczna krakowska piwniczka o znakomitej akustyce. Idealna do tego co mi się marzy – bardzo vintage kabaretu, nawet w wersji bez kabli i mikrofonów. Za to z kompletem scenicznych świateł.  Kibicujcie. W lutym próby, w marcu program. Lista wykonawców otwarta – kto chce się jeszcze zaprodukować niech pisze na priva.


    Tymczasem przez większą część stycznia będę mieszkał sobie w Warszawie. Tam też, 17. stycznia zapraszam na moje urodziny – prawdopodobnie na Chłodną 25, jeszcze o tym napiszę. W wirtualnym teatrzyku pojawią się oczywiście nowe klipy – youtubowa ekranizacja trzech pieśni  F. Schuberta ze słowami St. Barańczaka z cyklu „Podróż zimowa” i – coś lżejszego  – nagrana z Andrzejem Leśniewskim parodia Kabaretu Starszych Panów  „Kacze dopalacze”.

    Jako „bezduszny, bezmyślny i w złym guście” niemiecka rada Żydów określiła pomysł sprzedaży koszulek, w których Niemcy protestują przeciwko zakazowi palenia. Widnieje na nich gwiazda Dawida z napisem „Raucher” (palacz). Prasa donosi, że proceder zaskarżono, ale sąd nie dopatrzył się w nim przestępstwa.  

    Ja na mój wczorajszy performans w Lokatorze przygotowałem opaski w trochę innym guście:  

    A oto teledysk, który nagraliśmy. Dziękuję wszystkim walecznym aktywistom za współudział.



    Nigdy nie mów że to twój ostatni szlug
    Chociaż ogłaszają żeś publiczny wróg
    Naśladowcy tych, co chcieli nam już raz
    Świat oczyścić z brudnych i śmierdzących ras

    Dziś sprawili, że nie wolno fajek ćmić
    Jutro przyjdą i zabronią fajnie żyć
    Zrobią wszystko, by do życia stracić chęć
    By od niego była lepsza nawet śmierć

    Czymże podpadł wam w ukłonie zgięty pet
    Że brutalnie zapędzacie nas do gett
    Czy aż tak was otumanił dymu haust
    Że musicie nam urządzać holokaust

    Dawniej było tak, że kto odwagę miał
    Wznosił palce dwa na kształt litery „V”
    Dziś wolności symbol każdy dzielny zuch
    Trzyma krzepko w równoległych palcach dwóch

    Więc już nie mów że to twój ostatni szlug
    Chociaż ogłaszają żeś publiczny wróg
    Naśladowcy tych co chcieli nam już raz
    Świat oczyścić z brudnych i śmierdzących ras!

    Prywatnie nie jestem i nigdy nie byłem nałogowym palaczem. Czasem tylko po pracy lubię sobie sączyć wódeczkę na lodzie, po czym pojawia się ochota na zapalenie i smakowanie rozkosznego  cygara. Nauczył mnie tego parę lat temu miłośnik i znawca Kuby, Adam Kwaśny. Nie mogę tak jak inni nikotyniści wymykać się na szybkiego szluga gdzieś na zewnątrz. Dlatego szlag mnie trafia, że odbiera mi się tę jedną z niewielu życiowych przyjemności mężczyzny w dojrzałym wieku.

    Datę 9. listopada 1989 uważa się powszechnie za dzień w którym upadł mur Berliński. Dziś i ja dorzucę swoje wspomnienia. Mur berliński, kiedy jeszcze stał oglądałem przez wiele lat – i ze wschodniej i z zachodniej strony. 9.11. mnie przy nim nie było. O ile jednak w tym dniu wieczorem nastąpiło zaledwie spontaniczne otwarcie kilku przejść granicznych, o tyle fizycznie rozbiórkę muru rozpoczęto 12. listopada na Placu Poczdamskim. Tam już byłem.

    Demontaż komuny w Polsce rozpoczął się wcześniej. Pod koniec 1988 roku Rząd Rakowskiego pozwolił Polakom trzymać paszporty w domu (wcześniej obowiązkowo trzeba było je odnosić milicję i pisać podanie przed każdym wyjazdem zagranicznym). Trudno było jednak wyjechać gdziekolwiek na zachód bez wizy. Wyjątkiem – ze względu na specjalny status – był Berlin Zachodni. Tam też rodacy zaczęli masowo jeździć i handlować czym popadnie. Ja też zacząłem wtedy rozkręcać swój biznes. No nie, nie stałem na bazarze z koszykiem jajek wołając „eine Mark”. Miałem konto w jednym z banków (w świetle ówczesnego polskiego prawa było to nielegalne…)  na które pierwsi klienci wpłacali mi kasę.  Przyjeżdżałem co 2-3 tygodnie wypłacać gotówkę, potem kupowałem na czarnym rynku trochę marek enerdowskich, przechodziłem na wschodnią stronę i z kumplem rządziliśmy w eleganckim barze w nieistniejącym już Palast der Republik, zamawiając jeden po drugim, z karty jak leci, kolorowe drinki. Wychodziło to naprawdę tanio.

    Kiedy dowiedziałem się w trakcie studenckiej imprezy, że mur ostatecznie padł, wsiadłem w nocny pociąg z Poznania którym zwykle jeździli do Berlina handlarze. Dobrze trafiłem, była to niedziela 12 listopada, dzień w którym z wielką pompą po raz pierwszy wytyczono nowe przejście przez dziurę w murze. Działo się to wczesnym rankiem na Placu Poczdamskim, miejscu o którym opowiada nominowany do oskara film „Królik po berlińsku”. Granica jeszcze formalnie istniała, zaimprowizowano punkt kontrolny. Furtka była jednak otwarta tylko dla obywateli Niemiec, obcokrajowcy musieli korzystać z dotychczasowych regularnych przejść. Mimo wszystko podszedłem do mundurowego,  pokazując mu polski paszport pytam: „kann ich durch?” Na co on: „Nein, zurück!” i pokazuje…. kierunek zachodni (w zamieszaniu myślał że stamtąd właśnie przyszedłem). Korzystając z takiego tricku wcześniej kilku enerdowcom udało się uciec na zachód.  

    Tym razem byłem z pewnością pierwszym Polakiem który przez Plac Poczdamski przeszedł! Po drugiej stronie muru zaraz dopadł mnie jakiś dziennikarz z mikrofonem. Wszędzie pełno było kamer telewizji z całego świata… dziś znajduję w sieci różne relacje z tego święta jak choćby ta:

    Siebie póki co nie zobaczyłem, ale może kiedyś – kto wie. Byłem ubrany w zielone moro.

    Tymczasem wywalczoną wtedy wolność po kawałku nam zabierają. Napisałem właśnie protest song przeciw zakazie palenia w knajpach. Dziś wieczorem w „Lokatorze” nagrywam teledysk.


    A w Berlinie i w innych niemieckich landach – cóż, znów można zapalić przy barze. 

    Tak, tak to mniej więcej od jakiegoś czasu wygląda…

    … że się tylko przymierzam i przymierzam. A dalej? odcyfrujcie z uśmiechu. 

    Mały emo

    5 komentarzy

    Oto obiecana premiera. Pracowa… tfu, bawiliśmy się w niezłym tempie. Od pierwszego pomysłu, przez pisanie tekstu, muzyki, próby, nagrania, montaż – do końcowego efektu minęło 5 dni. Ale warto było. Marcel Lelo przewyższa o kilka klas wcześniej nagrywających u mnie wokalistów. Z zadania wywiązał się znakomicie, a była to – nie licząc wcześniejszych kilku demo-coverów jego pierwsza taka produkcja w studio. Jestem mu winien napisanie co najmniej jeszcze jednego, nie kabaretowego tylko lirycznego utworu. 

    Teledysk nie jest zbyt wyrafinowany, zresztą, po tym jak nikt nie jakoś odczytał aluzji w „Martwym flamingu” postanowiłem postawić na tzw. prosty przekaz. Gościnnie wystąpił mój niegdysiejszy slamowy rywal – Kuba Przybyłowski wraz ze swą przeuroczą >myszką< Mileną oraz Marek – szef restauracji Arka Noego, do której odwiedzenia zapraszam.



    gdy w tunel chandry wjeżdżasz coraz głębiej
    wszystkie poranki twoje są
    nudne i nielubiane jak gołębie
    realia najdosłowniej ssą

    dwudziesty raz odbierasz pensję gołą
    i masz ogólnie doła bo
    życie ci zapaskudził niczym gołąb
    jakiś krasnolud albo bot

    kiedy ci nagle cel sprzed maski znika
    nie kląska ptak nie bije dzwon
    i po omacku szukasz przewodnika
    ocknij się patrz, to idzie on:

    mały emo
    metr sześćdziesiąt ponad ziemią
    mały emo
    wszelkiej przeciętności wróg  
    mały emo
    poznaj moce co w nim drzemią
    mały emo
    dla ogierów i dla suk
    mały emo
    zwalcza nudę, leczy niemoc
    mały emo
    miękki krok mistyczny look
    mały emo
    raz cherubin raz pokemon
    to twój przemo-
    knięty do cna
    gwiezdną rosą
    nowy bóg

    gdy cię do szału doprowadza przesyt
    wszystko już było po cóż wciąż
    wypas, promocje i delikatesy
    piekielny amazoński gąszcz

    co dzień ten sam koszmarny mus wyboru
    blichtr cię osłabił, luksus zmógł
    wieczny korowód pokus i kolorów
    zmienia się pasmo szarych smug

    nie klnij jak głąb bo jeszcze będzie w pytę
    rozpierzchnie się upiorny sen
    gdy na swej ścieżce spotkasz autorytet
    obejrzyj się, to właśnie ten:  

    mały emo
    późny wnuk kosmicznych plemion
    mały emo
    róży wiatrów czuły cierń
    mały emo
    co wartością jest, co ściemą
    mały emo
    poznać dziś nauczy cię
    mały emo
    zrobi w świadomości remont
    pomyśl że mo-
    że w twarz jego
    spojrzysz niemą
    i odkryjesz
    nowe życie  

    w wersji demo


    • RSS